poniedziałek, 29 grudnia 2014

Przepraszam +krótkie info

Długo nie było juz rozdziału... Wiem :/
Ale spokojnie w styczniu będę starała sie dodać rozdziały :) 
A przechodząc do informacji założyłam nowego bloga :)
Ale nie jest to Fanfic :)
Dodaje tam swoje rysunki szkice 
Mam w planach napisać tam jakimi technikami rysuje i jakie mam przybory i takie tam podobne rzeczy :)
Mam nadzieje ze wpadniecie misie :*
http://artdreamer99.blogspot.com/?m=1 

A tu jeden z wielu moich szkiców :* 

<3

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 8

CHEY POV

Jak ja się dostanę teraz do domu?
Lekko zakłopotana szlam korytarzem wokół pijanych całujących się ludzi.
Teraz było 3 razy więcej ludzi i muzyka grała tak głośno ze ledwo słyszę swoje myśli.
Nawet nie wiem kiedy ktoś przyciągnął mnie w stronę ściany.
Trochę zajęło mi rozpoznanie kto to jest w tym prawie nie oświetlonym korytarzu.
Po oczach zauważyłam ze to Harry.
Co on chce?
-Czemu wyszłaś?
Nie za bardzo go usłyszałam więc podeszłam do niego bliżej.
-Co?
Harry przybliżył swoje usta do mojego ucha.
-Czemu wyszłaś?
Kiedy miałam się odezwać jakiś pijany chłopak popchnął Harry'ego na mnie i ponownie moje plecy znajdowały się na ścianie.
Dziwnie się poczułam kiedy ciało chłopaka opierała się o moje a jego dłonie były na ścianie po obu stronach mojej głowy.
Dwuznaczne to na pewno teraz wygląda.
Harry przeklął pod nosem i chwile mu zajęło kiedy zrobił krok do tylu.
Zdarzyłam usłyszeć jak wyzywał tego chłopaka co to zrobił.
Zauważyłam ze chciał iść w jego stronę ale szybko złapałam go za ramię by powstrzymać go od głupiej rzeczy.
Nie chodzi o to ze martwię się o Harry'ego tylko o to ze nie chce być światkiem bójki...
-Odpuść...
Popatrzył na mnie i jego ramię rozluźniło się.
Puściłam go a on lekko popchnął mnie tak abym ruszyła do przodu.
Nie wiem gdzie mnie on prowadzi ale chyba do wyjścia z klubu.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
Chłopak otworzył drzwi i zauważyłam lampy i wielki śmietnik... Było już strasznie ciemno.
Był to tył klubu.
-tu będzie lepiej rozmawiało się niż w klubie..
Jest teraz o wiele ciszej niż w klubie ale słychać jeszcze muzykę.
Usiadłam na krawężniku a Harry dziwnie patrzył na mnie.
-No co?!
-Wstań...
Przewróciłam oczami i zrobiłam to o co poprosił.
Skrzyżowałam ręce pod piersią i czekałam aż coś powie.
Ale zamiast tego wyciągnął pudełko z papierosami i odpalił jednego po czym się zaciągnął.
Zmarszczyłam brwi kiedy poczułam ten smród...
Nie lubię kiedy ktoś przy mnie pali.
Ale tez chciałam spróbować jak to naprawdę smakuje.
-mogę?
Zapytałam trochę nie pewna tego.
On na mnie dziwnie popatrzył (znowu) i wyjął papierosa z ust żeby coś powiedzieć.
-Nie?!
Ponownie zmarszczyłam brwi ale z niezadowolenia.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam.
-Czemu?
-bo nie... 
Popatrzył na mnie po czym dodał.
-Jesteś niepełnoletnia...
Prychnęłam.
-Za 2 miesiące skończę 18...
Zaśmiał się.
-No to za dwa miesiące dam ci fajkę.
Przewróciłam oczami.
-A ty to ile masz lat?
Popatrzył na mnie i zaciągnął się papierosem po czym dmuchnął mi prosto w twarz.
No zaraz mu strzele!
-20 ... 
Ponownie zaciągnął się i rzucił papierosa na ziemie po czyn przydeptał go butem.
Spojrzał na mnie i się gapił.
-Aha...
Schowałam dłonie w tylne kieszenie spodni i zaczęłam kopać kamyczek.
Znowu ta niezręczna cisza.
- jak masz na prawdę na imię Chey? To nie jest pełne imię co?
Patrzył na mnie z zadziornym uśmieszkiem a ja nie wiedziałam czy mu powiedzieć.
Ne lubię swojego pełnego imienia ale oczywiście ze tego mu nie powiem.
-Cheyenne...
Myślałam ze się zaśmieje ale tylko kiwnął głową.
-Yhym... No to jutro przyjdziesz do parku?
Spytał robiąc to samo co ja.
-Nie wiem...
Popatrzył na mnie i podniósł jedną brew.
-Łaski bez...
Nie spodziewałam się ze go to wkurzy.
-Harry...
Zatrzymałam go jak szedł w stronę drzwi.
Odwrócił się w moja stronę na pięcie i patrzył na mnie z góry.
Wysoki jest.
-Co?
Warknął marszcząc przy tym brwi.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
Więc milczałam.
-No właśnie... 
Prychnął i dodał.
-Jesteś naprawdę dziwną dziewczyną... Powinnaś bawić się laleczkami a nie chodzić na imprezy... -zaśmiał się- i to tego masz chłopaka.
Powiedział to z pogardą, a w ostatnim zdaniu usłyszałam wyraźny sarkazm.
Eee...
-pewnie ten cały Connor czeka aż skończysz 18, przeleci cię i tyle będzie waszego związku...
Nagle moje usta rozchyliły się ze zdziwienia.
Jakim prawem on mówi tak do mnie?!
Co on sobie myśli...
I skąd on jest taki pewny ze nie sypiamy ze sobą...
Próbowałam nie okazywać swojej słabości.... Jestem dość skłonna do okazywania tego ze jestem wrażliwa.
Lekko palcem starałam kilka łez zbierających się w oczach.
-No taka prawda... I czego Mazgasz się... Masz 17 lat a wątpię byś miała chłopaka w swoim wieku... Daje mu tyle ile ja mam lub 19 nie więcej i nie mniej...
Skąd on tyle wie o nim.
Nie wiem co mam robić.
Czy się odezwać czy uciekać.
-Jesteś kompletnym ...
Nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa by określić jakim gburem jest Harry.
-No jaki?
Zapytał szczerząc się.
Mam już go dość .
-Nie mógłbyś być jeszcze bardziej zarozumiały? Mam na myśli... szczerze? Jesteś pieprzonym chujem, manipulujesz i masz jeszcze tupet, by być złośliwym? Nic ci nie zrobiłam, z czym ty masz problem?
Mówię ostrzej, niż chciałam, ale sądząc po zaskoczeniu na jego twarzy, moje słowa musiały wywrzeć zamierzony efekt na wytatuowanym chłopaku.
No i dobrze...
Gdy nagle przychodzi mi na myśl że mnie przeprosi... wybucha śmiechem.
Patrzy na mnie i po prostu się śmieje.
Brzmiałoby to przyjemnie, gdyby nie był tak nieugięty w byciu idiotą. 
Jego dołeczki pojawiają się wraz z kontynuowaniem chichotu. 
W tej chwili czuje się jak kretynka, nie wiedząc co powiedzieć czy zrobić. 
Nie lubię sprzeczek a to jest chyba ostatnia osoba z która powinnam zadzierać.
Widzę ze Harry ma to w naturze bycie takim nieznośnym i szczerze wkurzającym.
-Skończyłeś?
Kiedy już przestał się nabijać ponownie wyciągnął paczkę papierosów odpalił jednego.
Usiadłam na krawężniku mając nadzieje ze się odezwie.
Tym razem mu nie przeszkadzało ze siedzę na zimnym betonie.
Patrzyłam na niego jak łapie swoimi pełnymi wargami papierosa , zaciąga się po czym wypuszcza dym.
-Będziesz się tak na mnie gapiła?
-Będziesz takim idiotą to końca życia?
Rzucił prawie całego papierosa na ziemie.
-Jesteś taka popieprzona...
-I kto to powiedział... Pan idealny.
Z mojego głosu było czuć wyraźnie ta ironie.
Wstałam a on ominął mnie.
Nic nie mówiąc wszedł do środka znikając w ciemnym korytarzu.
Przewróciłam oczami i podniosłam papierosa którego nie dopalił.
Chwile się zastanawiałam... powoli zaciągnęłam się i nagle atak kaszlu mnie złapał.
Jest jeszcze gorsze niż myślałam.
Rzuciłam na ziemie i przydeptałam papierosa tak jak to zrobił wcześniej Harry.
Najwyraźniej z jutrzejszego spotkania w parku nici.
i dobrze... Nie mam zamiaru go już więcej widzieć.
Mam nadzieje ze do końca tej imprezy nie spotkamy się.
Z resztą ja mam ochotę iść do domu...
Ta impreza to nie wypał i tyle.
Już nigdy nie dam się zabrać na takie Coś...

KATIE POV

Super po prostu świetne.
Gdzie jest ta Chey...
-Harry!
Zawołałam lokowatego kiedy zauważyłam go w korytarzu prowadzącym do łazienki jakiś pokoi i tylnego wyjścia.
-Czego?
Był zły... Co znowu?!
-Widziałeś Chey?
Popatrzył na mnie dziwnie.
-Kto to kurwa jest?
-Nie udawaj ze nie wiesz!
Wydarłam się na niego a on zdziwiony spoglądał na mnie.
Wiem ze w tedy to Chey była kiedy złapał jakaś dziewczynę i przyciągnął do ściany.
Ślepa nie jestem.
Chodź nie mogę być w 100 procentach pewna ze to ona była bo nie widziałam jej twarzy.
Ale buty rozpoznałam.
Mylę się?
-Katie ogarnij się nie znam kogoś takiego kto ma na imię Chey...
Przewrócił oczami i tak po prostu ominął mnie i poszedł...

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

Notka: no ten rozdział jest troszkę dłuższy niż inne :P
jakaś taka wena mnie dopadła XD
pozdrawiam :*

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 7

W tej chwili na prawdę zaczęłam sie bać...
nie mam pojęcia skąd on może wiedzieć ze mam chłopaka i ze ma na imię Connor...
Patrzył na mnie tak bardzo zainteresowany moja reakcja... Unikałam jego wzroku.
Kiedy zrobił krok w moja stronę ja podskoczyłam ze strachu.
Taki odruch.
-Czemu się mnie boisz? 
-Skąd wiesz kto to Connor?
Patrzyłam na niego po prostu wkurzona.
Myślałam ze się znowu głupkowato zaśmieje się ale nie zrobił tego tylko podszedł bliżej... Za blisko.
Mój wyraz twarzy zmienił się.
Jego bliskość jakoś dziwne mnie uspokoiła.
-nie będziemy rozmawiali o tym tu.. -Popatrzył na drzwi które się otworzyły- W takim miejscu.
Popatrzyłam tam gdzie on i zauważyłam dwie dziewczyny które najwidoczniej zainteresowały się chłopakiem który stoi przede mną...
-Możemy jutro na przykład się spotkać w parku o 15...
Popatrzyłam na jego oczy... Są takie piękne...
Eee... Nie ważne...
-skąd mam pewność ze tam się pojawiasz?
-Zaufaj mi...
Podszedł jeszcze bliżej na co ja chcąc utrzymać miedzy nami dystans zrobiłam krok do tylu i moje plecy zderzyły się ze ścianą.
Chłopak cały czas nie odrywał ode mnie wzroku.
Ja tez tego nie robiłam... Jakoś nie potrafiłam.
Zrobił jeszcze jeden krok do przodu i oparł rękę o ścianę nad moja głowa.
-ale ja cie nie znam...
Jego kącik ust lekko się uniósł do góry.
Moje oczy powędrowały na jego usta, chłopak lekko złapał zębami kolczyk który miał w wardze.
Kiedy z powrotem popatrzyłam na jego oczy odezwał się
-W każdej chwili możemy się bliżej poznać...
Powiedział to tak cichym ale za razem lekko ochrypłym głosem ze zamknęłam oczy.
Co on ze mną do jasnej cholery robi?!
Ale podoba mi się to...
Powoli otworzyłam oczy i ... Nie stał już tak blisko mnie.
Stał oparty o zlew i przyglądał mi się z ciekawością.
Kiedy chciałam coś powiedzieć drzwi wejściowe do łazienki znowu się otworzyły.
-O tu jesteś Harry...
Aha... Czyli zielonooki chłopak z lekko prostymi lokami to Harry.
Chłopak uśmiechnął się na widok Katie a ona go przytuliła.
Czułam się trochę nieswojo i wyszłam z pomieszczenia.
Dziwnie się poczułam kiedy widziałam jak Harry przytulał Katie i w tym samych czacie patrzył na mnie.
O co mu chodzi?
Na początku jest dla mnie zimny a później taki delikatny...
Zresztą czemu ja się tym przejmuje?
Ale i tak nie chce już tu być...
Chce się jak najszybciej znaleźć w domu...

KATIE POV

Kiedy wreszcie pojawi się Harry?
Już wkurza mnie to ze zawsze kiedy jesteśmy na imprezie odłącza się od wszystkich.
Mam nadzieje ze nie zarywa do jakieś lali bo jeśli tak to pożałuje tego.
Nie... Nie jestem z nim, ale bardzo mi się podoba i po prostu może kiedyś zauważy to ze interesuje się nim.
-Za chwile przyjdę.
Poinformowałam znajomych ze idę.
Od tego czekania dużo wypiłam i muszę iść do toalety.
O Boże... Przypomniało mi się coś.
Kiedyś chciałam zaciągnąć Harry'ego do łóżka...
Wiem szczeniackie zachowanie.
Do dziś się tego wstydzę ale na szczęście Harry zrozumiał ze byłam pijana i nie odebrał tego tak bardzo i dalej się przyjaźnimy.
Tak na prawdę nie byłam pijana tylko tak mu to wmówiłam.
Całe szczęście ze Harry zachował to dla siebie... Mam przynajmniej taką nadzieje ze nikomu nie powiedział.
Było to chyba 2 miesiące temu.
Już nigdy tego nie zrobię.
Kiedy weszłam zobaczyłam go jak opiera się o zlew.
Idealny...
-o tu jesteś Harry.
Popatrzył na mnie i się uśmiechnął.
Podeszłam do niego i przytuliłam się do chłopaka.
Nigdy bym tego nie zrobiła, ale to przez alkohol mam taka odwagę.
Zdziwiłam się kiedy odwzajemnił to.
Uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego obojczyku.
Kiedy on położył podbródek na moim ramieniu i mocniej mnie przytulił poczułam małe iskierki w brzuchu.
Miłe uczucie.
Nagle chłopak mnie puścił.
Popatrzyłam na niego a on nawet nic nie mówiąc wyszedł stąd zostawiając mnie samą.
To już nie było miłe.
Schowałam ręce do kieszeni i wyszłam z łazienki.
Serce mnie zabolało kiedy zobaczyłam jak Harry zatrzymuje jakąś dziewczynę i opiera ja o ścianę.
Nie będę płakać bo nie jestem taka jak inne dziewczyny.
To nic.
Przyszłam tu żeby się bawić a nie przejmować się czymkolwiek.
Wróciłam do reszty i usiadłam obok Mike.
-I gdzie ten Harry ... Widziałaś go może?
Odezwał się Lucas a ja wzruszyłam ramionami i popiłam troche zielonego alkoholu.
-Jak zawsze podrywa dziewczyny.
-A ta twoja kumpla gdzie...
Rozglądnęłam się i nie widziałam jej.
Nagle coś sobie uświadomiłam.
Bluza, białe tenisówki i rurki...
Kurwa...


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 6

Zgodziłam sie z nią iśc więc nie mogę zmienić juz zdania... Chodz jak bardzo bym chciała nie mogę jej wystawić.
No właśnie... Chciała mnie jakoś wystroic?
Nie będę sie ubierała jak większość dziewczyn na imprezę.
To nie w moim stylu...
Wole ubrac jakieś rurki, tenisowki i bluzę... 
Jest 19:15... Zaraz przyjdzie Katie.
Caly czas mnie meczy jedo pytanie... jak do cholery jej "znajomy" wie gdzie mieszkam?
Czuje sie jak by ktoś śledził mój każdy ruch.
Mam sie bać?
-hej... A ty jeszcze nie gotowa?
Katie wpadła do mojego pokoju... W ogóle jej nie poznałam!!!
Czarna sukienkę do połowy ud, szpilki i krwisto czerwona szminka na ustach.
Patrzyłam na nią jak wryta.
I niby ona chciała ze mną zrobić to samo?
O nie... Dobrze ze postawiłam na swoim.
-Ja jestem gotowa...
-Masz zamiar w tym iśc?!
Dziwnie zmierzyła mnie wzrokiem.
-tak... Nie będę ubierają sie tak jak ty!
-No dobra... Mała spokojnie...
Przewrocilam oczami.
Nie lubię jak ktoś mowi to mnie mała.
To wszystko przez to ze kilka lat temu byłam najniższa w klasie i wszyscy chłopcy z klasy wołali do mnie mała...
Ugh wkurzające na maksa...
-jak mamy iśc to chodzmy juz.
Katie sie zasmiała.
-Mamo ja wychodzę.
Wole powiadomić mamie ze wychodzę zeby uniknąć niepotrzenych kłótni jak wrócę.
-Po co jej mówisz?
Szepneła do mnie.
Jezu juz mnie zaczyna wkurzyc...
Nagle na podjezdze zobaczyłam mały, czerwony samochod.
-wsiadaj.
Uśmiechnęła sie do mnie i zajęła miejsce kierowcy.
Chwile sie przyglądałam jej samochodowi... Nie znam sie na markach aut ale jest to chyba Volkswagen.
Troche wachałam sie wsiąść do auta ... Nie wiem czemu... No tak wiem... Moze dlatego ze jej nie znam?!
Po prostu nie ufam jej tak bardzo.
-dużo bedzie twoich znajomych?
Chwile sie zamysliła.
-6 albo 7 ... Lukas, Mike, Harry, Liliana, rose, kevin i chyba thomas ale nie jestem pewena.
Gdybyś kogoś z nich jeszcze znała...
Po co ja z nią jade.
Pobęde tam godzinę i zawijam się do domu.
-Będziesz musiała uważać na Lukasa ... Lubi podrywać nie znane mu dziewczyny.
-Mam chłopaka.
Zasmiała sie.
-To co?!
Przewróciłam oczami i zaczęłam przyglądać sie jak wyjeżdżamy z miasta... Zaraz co?
-Gdzie my jedziemy?
-No na imprezę...
-Po za Londynem?
Katie popatrzyła na mnie zdezorientowana.
-Cos nie tak?
-Nie...
No super mój plan nie wypali.
Jak ja dojde na piechotę do Londynu z nie wiadomo skąd.
-Długo jeszcze?
- jeszcze 10 minut i będziemy...
Super...
Tak jak mówiła dojechalismy w 10 minut pod dość duży budynek.
Zdziwilam sie kiedy zobaczyłam tylko kilka samochodów pod budynkiem.
-Chyba za wcześnie przyjechaliśmy...
Katie popatrzyła na ekran telefonu.
-Nie... Jest 5 po 20
Aha ....
Pomimo tego ze jest kilka aut na parkingu, dość dużo osób bawi sie na parkiecie.
-to wcale nie jest dużo osób.
Powiedziała tak jak by czytała mi w myślach.
To bedzie jeszcze wiecej?
Czego ja sie dziwie... Dopiero jest po 20 a imprezy trwają prawie cała noc.
Zaczęłam przyglądać sie osobom na parkiecie... 
Nawet o tak wczesnej porze większość ledwo stoi na swoich nogach.
Nie mam zamiaru stoczyć sie do ich poziomu.
W ogóle nie będę piła.
Zreszta ja nigdy nie pije alkoholu oprócz sylwestra czy imprez urodzinowych.
-Chodz...
Nie za bardzo usłyszałam co mowi przez glosną muzykę.
Katie złapała mnie za rękę i prowadziła za sobą do baru.
Nagle w oczy rzuciły mi sie ulotki.
Ulotki w takim miejscu? Serio?
Wzięłam jedna z lady... Tak z ciekawości.

"Szukamy osoby uzdolnionej muzycznie.
Jesli lubisz śpiewać i myślisz ze umiesz to robić zgłoś sie do nas..."

Po przeczytaniu całej ulotki wiem ze ten klub szuka osoby która śpiewała by wieczorami w weekendy.
Ulotka nie zbyt zachęca wyglądem i stylem pisania ale moze powinnam sie zgłosić?
Hmm... Muszę sie zastanowić na spokojnie ale nie tu.
Za głośno jest...
Wrócę do domu to podejmę decyzje.
-Co tam trzymasz?
Szybko zgielam papier i schowałam do kieszeni od spodni.
-A nic...no to gdzie twoi znajomi?
Chciałam zmienić temat.
Nie mam zamiaru mówić jej o tym ze zastanawiam sie nad podjęciem "pracy" w tym klubie.
-zaraz powinni przyjść..
Oparłam łokcie o blat ktory jest za mną i zaczęłam przyglądać sie w podłogę.
Czarno biała ... Nie za bardzo pasuje do tego miejsca.
-o juz idą ...
Nagle poczułam tak jak by... Stres?
Tak chyba tak.
Dziwnie bedzie stać przy wszystkich wytatuowanych osobach.
Pewnie jeszcze maja kolczyki na twarzy...
Jezu nigdy bym nie zrobiła sobie nawet jednego kolczyki na twarzy.
-pamiętaj uważaj na lucasa...
Zasmiała sie a ja przewróciłam oczami.
Wątpię by zainteresował sie mna...
-Hej Katie.
Nagle usłyszałam damski wysoki głos.
Odwrociłam sie w stronę dziewczyny i zauważyłam grupie 5 osobowa.
-hej rose.
Czyli czarno własna dziewczyna to rose a blondynka to lilian
Są podobnie ubrane jak Katie.
-A gdzie thomas i Harry?
Spytała lekko zdezorientowana Katie.
-Thomas nie mógł przyjść a Harry znikł nam kiedy weszliśmy do klubu.
Odpowiedział jakiś wysoki brunet z lekkim zarostem i kolczykiem na brwi... Juz nie mówię o jego uszach.
-Jak zawsze ... 
-Katie spokojnie... Po prostu thomas nie mógł przyjść.
Odezwała sie blondynka.
-Nie chodzi mi o thomasa...
Wszyscy dziwnie sie na nią popatrzyli ale nikt nic nie powiedział.
Miałam racje... wszyscy mieli piercing na twarzy i tatuaze które było widać na ich odsłoniętych częściach ciała.
Wydaje mi sie jak by nikt mnie nie widział.
Juz denerwowalo mnie to.
-Katie...
Lekko szturchnełam ją i nagle wszystkich oczy powedrowały na mnie.
Moze nie potrzebnie to zrobiłam.
-A no właśnie to jest Cheyenne...
-Chey...
Poprawialam ja a ona sie zasmiała.
-Chey poznaj lilian, rose, lucasa, kevina i Mike.
Ze strony płci męskiej byłam miło przywitana ale te dwie lale wkurzały mnie cały czas.
Nabijały sie z mojego akcentu i z tego jak wyglądam.
Miałam ochote im wygarnąc to co mi sie w nich nie podoba ale postanowiłam ze będę mądrzejsza i nie będę zniżala sie do ich pustego poziomu.
Po postu postanowiłam ze na chwile pójdę do łazienki.
Niech sie wygadają na mój temat bez mojej obecności.
Zdałam sobie sprawę ze chyba Katie nawet nie zauważyła ze odeszłam od jej towarzystwa... Była tak zajęta gadaniem z kevinem.
-Puste dziwki...
Powiedziałam pod nosem kiedy weszlam do Łazienki.
Oparłam rece o zlew i patrzyłam w swoje odbicie w lustrze.
Naprawde mam dziwny akcent?
Co ja sie przejmuje...
Przemyłam swoje dłonie zimną wodą i kiedy chciałam wyjąć z łazienki uderzyłam o cos dość twardego.
Cheyenne łamaga... Oto ja!
Jezu muszę wreszcie patrzeć co robię.
Upadłam na pośladki i zdezorientowana nie zauważyłam ze ktoś podaje mi rękę by pomoc mi wstać.
Nie patrząc kto to jest złapałam dłoń i juz stałam na nogach.
-sory...
Zgarnełam włosy z twarzy i popatrzyłam na chłopaka.
-co za spotkanie...
W jego głosie wyczułam lekki śmiech.
-Serio zaczynam podejrzewać ze śledzisz mnie...
Chłopak sie zasmiał i zdjął kaptur z głowy.
-Chciała byś...
Nagle jego ton głosu sie zmienił na zimny.
-Raczej nie... 
Odpowiedziałam również podobnym tonem głosu co on.
Podniósł jedna brew do góry i uśmiechnął sie sztucznie.
-Doprawdy?
O co mu chodzi?!
-doprawdy...
Powiedzialam stanowczo i skrzyżowalam ręce pod piersią.
Popatrzylam na niego...
Naprawde jestem wkurzona a on bardziej mnie nakręca do tego by lada chwila wybuchnąć.
Na jego czole pojawiła sie jedna zmarszczka.
Jego intensywne zielone oczy zaczęły skanować po kolei moje ciało.
Aż mnie korci by moja dłoń zderzyła sie z jego bladym policzkiem.
Nagle nasze oczy sie spotkały a na jego twarzy pojawił sie usmiech.
-I czego sie cieszysz?
Nie odpowiedział mi tylko dziwnie przyglądał mi sie.
Miałam tego dość więc po prostu odwrociłam sie.
Kiedy złapałam za klamke odezwał sie.
-czemu Taka dziewczyna jak ty ma chłopaka takiego jak Connor... 
Prychnął a moje nogi nagle pode mna sie prawie zgieły.
Skąd on wie kto to Connor?
Kiedy popatrzylam na niego z jego twarzy nie znikał ten ochydny usmiech....


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 5

Nie wiem czemu przed nim uciekam.
Nie znam go ale jakoś odpycha mnie od niego... I tu nie chodzi o jego kolczyki na twarzy.
W samolocie tak mocno złapał mnie za ramię jak bym zrobiła mu jakąś krzywdę.
Fajnie obchodzi się z osobami których nawet nie zna...
Zraził mnie tym.
Tylko mnie ciekawi... Co on chce ode mnie...
Mam nadzieje ze da sobie spokój i nie będzie mnie śledził czy co on tam robi.
Ale powinnam mu podziękować za to ze uratował mnie przed tym typem.
Gdyby nie ten chłopak... Nie chce wiedzieć o by było gdyby on się w tamtej chwili nie pojawił...
Przy najbliższej okazji to zrobię.
***
Kiedy wróciłam z mama do domu z porannych zakupów szybko poszłam do pokoju.
Miałam taka wenę twórczą więc zaczęłam pisać piosenkę.
Z ponad godzinę siedzę i.... i wymyśliłam tylko pierwsza zwrotkę...
"Take my arm
Take my hand
Make your mark
Like a man
Write your name
Then write your name"
Nie jest to wcale dużo.
Cały czas moje myśli wracają do tego chłopaka...
Coś jest w jego oczach...
Coś takiego nie znanego i co nikt tego jeszcze nie odkrył...
Co ja gadam?!
O Boże...
Ja mam chłopaka... Connor!!!
Tak za nim tęsknię...
Nie chciałam wracać myślami do wczorajszej nocy więc zaczęłam ćwiczyć śpiewane tego krótkiego tekstu.
Może później napisze coś więcej.
"Take my arm
Take my hand
Make your mark..."
Chwila chwila...
Przerwałam kiedy zobaczyłam coś dziwnego na moim ramieniu.
Zawsze kiedy śpiewam patrzę się w stronę lustra...
Ale coś mi tu nie gra.
Lekko zsunęłam ramiączkach od bluzki.
No super.
Serio dopiero teraz zauważyłam tego siniaka?
Przyjrzałam się mu i zauważyłam tak jak by odciśnięte palce...
Auć... Boli...
Przewróciłam oczami kiedy uświadomiłam sobie ze mógł zrobić to ten chłopak w samolocie.
Wzięłam głęboki wdech i zasłoniłam tego siniaka.
Nie chce by moja mama to zobaczyła... nie mam zamiaru tłumaczyć się jej z tego.
Kiedy wróciłam do ćwiczeń zupełnie zapomniałam ze zostawiłam otwarte drzwi od pokoju...
Nienawidzę jak moja mama wchodzi mi do pokoju kiedy jestem zajęta.
I dobrze ona o tym wie ale i tak to zrobiła...
-Mamo proszę cię...
Kiedy odwróciłam się zobaczyłam zupełnie inna osobę...
Nie moja mamę.
-co ty tu robisz?
Katie ... Następna osoba która mnie śledzi?
-Twoja mama mnie wypuściła...
Coś wydaje mi się ze dość długo tu stoi.
-A skąd wiesz gdzie mieszkam?
Dziewczyna się zaśmiała.
Powiedziałam coś śmiesznego?
-Mój przyjaciel mi powiedział...
Dobra to jest dziwne.
Zaczynam się bać.
Ledwo się tu przeprowadziłam i już wszyscy wiedza kim jestem i gdzie mieszkam?!
No super...
- Aha... 
Usiadłam na łużku i patrzyłam na nią jak przygląda się pokojowi.
-A co to był za kawałek?
-Jaki?
-Ten co śpiewałaś... Mogła byś...
Czy ona chce bym jej zaśpiewała?
-Zaśpiewać?
Przytaknęła głowa z uśmiechem na twarzy.
Nigdy nie śpiewałam komuś indywidualne... Oprócz Connor'a i Alex.
-No dawaj.
-Tylko ostrzegam... na pewno nie spodobają ci się słowa piosenki.
Sądząc po jej wyglądzie uważam ze słucha jakiegoś metalu... Po prostu ciężkiej muzyki.
KATIE POV
Szczerze nie byłam aż tak zainteresowana tym ze coś tam sobie śpiewała.
Poprosiłam ją tylko z grzeczności.
Ale nie spodziewałam się ze ma aż taki czysty i piękny głos!
Tekst co prawda jest nie dokończony ale jak na razie brzmi dobrze.
Nie wiem czemu myśli ze nie spodobają mi się słowa piosenki.
Przecież jestem dziewczyna tak jak ona...
Wygląd tu nie ma nic na rzeczy... 
Po prostu mam taki styl.
-Ale nudy...
Hahaha jej mina w tej chwili jest bezcenna.
-Tylko żartowałam... Tekst piosenki jest ok ale nie mogę za bardzo go ocenić bo to tylko jedna zwrotka...
Przewróciła oczami.
Uuu nie lubi dziewczyna krytyki?
-a czy ja cię prosiłam o to byś oceniała mój tekst?
-Ej ej ej... Spokojnie...
Czemu ona taka nerwowa?
-no przepraszam Chey...
Nie wiedziałam ze ona taka wrażliwa.
Usiadłam obok niej.
-Ale głos masz piękny...
Popatrzyła na mnie.
Chciała coś powiedzieć ale się powstrzymała.
-Co?
-Nie nic...
-Na pewno?
-Tak na pewno ...
Dobra... Nie będę owijała w bawełnę i powiem to co miałam powiedzieć kiedy tu szłam.
-Słuchaj bo dzisiaj o 20 w klubie jest impreza i ... Chciała byś iść ze mną?
Pewne się nie zgodzi ... Sadze to bo kilku rzeczach.
Jest straszne nieśmiała, czyta dużo książek i ma wszystko poukładane na półkach.
Jezu ile ona ma tych książek...
Ja oni jednej książki do końca nie przeczytałam.
-No dobra...
Czy ona się zgodziła?
-No to jesteśmy umówione... Przyjdę po ciebie o 18:30...
-Ale mówiłaś ze impreza jest na 20...
-Ale trzeba cię jakoś ładnie ubrać i w ogóle...
Pewnie w szafie ma same kryte ubrania.
Może się mylę?
-Nie... Ubiorę się tak jak będę chciała ok?! Przyjdź gdzieś dwadzieścia po 19
Jak ona się rządzi... 
-No dobra... To do zobaczenia.
-No pa...
Uśmiechnęłam się do niej i wyszłam.
Jeśli ma być taka sztywna na imprezie to nie wiem co zrobię.
Trzeba ja jakoś zmienić.
Musi być wyluzowana bo tak nie znajdzie fajnych znajomych.
No dobra nie będę jej już więcej oceniać.
CHEY POV
Czy dobrze zrobiłam zgadzając się na tą imprezę z nią?
Na prawdę nie mam zielonego pojęcia.
Powiedziałam to ze żadnego namysłu...
Ale co może takiego strasznego się dziać...
Mam tylko nadzieje ze to nie będzie taki klub o jakim myślę.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 4

-Chey ja idę do pracy a tu na lodówce masz spisane wszystkie książki jakie bedą ci potrzebne do szkoły... A i tu... -wzięła jakiś zeszyt z lady- tu masz adres księgarni gdzie powinnas dostac te książki...
Podała mi zeszyt i zabiegana szybko zjadła kanapkę.
Z rozbawieniem na nia patrzyłam.
-Jedzenie w pośpiechu nie jest zdrowe...
Powiedziałam lekko sie śmiejąc.
Moja mama jest perfekcjonistką nigdy nigdzie sie nie spóźniła, zawsze musiała mieć wszystko idealnie zaplanowane a tu zaspała i za chwile moze nie zdarzyć w pierwszy dzień pracy.
-Oj dobra...
Przewrocilam oczami śmiejąc sie i w spokoju jem kanapkę, nie tak jak moja mama.
Kobieta poszła na górę i tak szybko jak weszła na górę zeszła z torebką w ręku.
-Dobra to wiesz wszystko?
-Tak tak wiem... Nie musisz powtarzać...
Usmiechneła sie do mnie.
-No ok... Dobra ja juz lecę... Pa.
-pa
-a właśnie... Kończę prace o 21 więc jak byś mogła poczekać na mnie w parku...
-Czemu?
-Po prostu czekaj tam na mnie...
Gdy drzwi sie zamknęły usiadłam wygodnie na kanapie przed telewizorem.
Po co mam na nią czekać?
Sama nie dojdzie do domu?
W TV leciał jakiś serial ale nie na nim byłam skupiona.
Zastanawiam sie czemu wczoraj Connor nie odebrał ode mnie telefonu.
A mówiąc o telefonie nie znalazłam go... Super, po prostu swietnie.
Teraz muszę sobie kupić nowy ale nie mam za co.
Boże czemu akurat mi sie to przytrafiło?
Czemu mam takiego pecha...
Jestem juz czwarty dzień w Londynie i do tej pory nie mogę przyzwyczaić sie do tego miasta.
Wylaczylam telewizor bo bez sensu ma działać jak go w ogóle ne oglądam.
Wzrokiem rozgladnelam sie po salonie w poszukiwaniu czegoś czym mogła bym sie zając... Ale nie ma nic ciekawego.
Hmm chyba pójdę do tej księgarni i jak najszybciej kupię te książki i resztę rzeczy by mieć juz to z głowy.
****
No dobra jestem na tej ulicy gdzie powinna być ta księgarnia.
Wzrokiem przelustrowam wszystkie budynki.
Gdzie ta księgarnia do cholery jest?
Szlam patrząc calyczas na budynki i nawet nie zauważyłam ze weszlam w kaluze...
No super i buty mokre.
Czy kiedyś tu było słonecznie?
Nagle zderzylam sie z czymś metalowym.
Ała... Moja głowa.
W co ja weszlam... Ach tak... Słup.
Cheyenne łamaga wróciła.
Nagle usłyszałam jak ktoś sie śmieje.
To jest serio zabawne?
Odwrocilam sie i zobaczyłam chłopaka z kapturem na głowie.
-Co cię tak bawi?
Burknelam do niego.
Jesli wszyscy w Londynie są tacy to nawet z nikim nie chce zawierać znajomosci.
Z jego kaptura wychodziły pasma włosów lekko kreconych o brązowym kolorze.
Spojrzał na mnie z uśmiechem namalowanym na twarzy.
Ale nagle z jego twarzy zszedł usmiech... Piękny usmiech.
Nie powiem ze nie, przystojny jest... Ale coś mi tu nie gra...
-Czy my przypadkiem sie nie znamy?
Zielone oczy, kręcone włosy, kolczyki... No nie...
-nie raczej nie... Wybacz ale spiesze sie...
Teraz czego pragnę to jak najszybciej zniknąć stad.
Szybkim krokiem ruszyłam do przodu.
Na szczęście nie idzie za mna.
Gdzie ja w ogóle idę?
Przecież miałam iśc do księgarni.
Ugh... Po kilku minutach chodzenia w tą i spowrotem znalazłam ta księgarnie.
Kiedy do niej weszlam zauważyłam kilka osób przy kasie i oglądający książki.
Od razu poszłam na dział ktory mnie interesuje.
Kiedy wzrokiem szukałam książek coś ni nie dawało spokoju.
Ten chłopak... Mam nadzieje ze juz go nie spotkam.
Troche to dziwne... Co on tu robi?!
Dobra nie wazne... książka od angielskiego jest, od biologii i geografii tez...
Jeszcze wzięłam kilka które są potrzebne i kiedy szlam w stronę kasy Chryenne łamaga znowu sie uaktywnila... Yhy najlepiej bedzie jak nie będę wychodziła z domu.
Nie wiem nawet o co zachaczylam ze wszystkie książki ktore trzymałam w rękach spadły na podłogę.
Oczy wszystkich osób w księgarni powedrowały na mnie... Boże jak ja tego nienawidze jak wszyscy na mnie patrzą.
-Pomogę ci...
Usłyszałam bardzo delikatny, damski głos.
Popatrzylam na blond włosa dziewczynę z kilkoma pasemkami o kolorze różowym na głowie.
Kucnela koło mnie i pomogła mi pozbierać książki.
-dzięki.
Uśmiechnęła sie do mnie.
Na moje oko jest gdzieś w podobnym wieku do mojego.
Jest bardzo śliczna tylko troche przesądziło z makijażem.
Za dużo ma na twarzy... eee wszystkiego.
-Jestem Katie 
Podała mi ręke..
-Ja Cheyenne.
-Takie oryginalne imię... Nie jesteś stąd prawda?
Wiedziałam ze jak ktoś usłyszy moje imię bedzie sie nabijał.
-Pochodzę ze stanów...
Ponownie uśmiechnęła sie do mnie.
-Wow... A co cię tu sprowadza?
Nie lubię jak ktoś mi zadaje pytania.
Nie Lubie mówić o sobie.
-Moja mama dostała awans i tym przenieśli ja do Londynu...
-Aha.. To chyba fajnie.
Nie, nie fajnie.
-I jak podoba ci sie tu?- dodała.
Nie.
-Tak.
Sztucznie sie do niej usmiechnełam i poszłam w stronę kasy.
Moze nie powinnam oceniać ludzi po wyglądzie ale nie chce z nią przebywać...
Polozyłam książki na lade a w tym czasie podeszła do mnie Katie.
Ugh znowu setki pytań?
-To wszystko?-spytała starsza pani za ladą.
-tak...
Zapłaciłam jej i wyszlam z księgarni.
No dobra to teraz muszę kupić jakiś notatnik...
-Poczekaj...
Odwrocilam sie w stronę dziewczyny.
-Tak?
-Może pójdziemy gdzieś, poznamy sie bardziej...
Ona serio chce sie ze mna zadawać? Na pierwszy rzut oka widać ze jesteśmy jak ogien i woda.
Zupełne przeciwieństwa siebie.
Nie nie nie ... Ja sie z nią nie będę potrafiła dogadac..
-Wybacz ale mam kilka rzeczy jeszcze do załatwienia.
No tak, lepiej sie wymagać niż powiedziec jej co myśle o tym...
-No dobra ... 
No moze jestem nie miła ale po prostu nie chce zawierać nowych znajomosci teraz... A do tego z takim typem osoby.
Nie chce być w takim towarzystwie.
Nie chce nawet wiedzieć co oni robią... Dobra chyba dramatyzuje.
Muszę sie uspokoić.
***
Jest strasznie ciemno i zimno.
Czemu tak w ogóle siedzę tu w parku o tak późnej godzinie?
Ach tak ... Czekam na moja matkę.
Do cholery miała tu przyjść od razu po pracy.
Siedzę tu juz z 30 minut i marzne w cholere.
-Co tu taka piękna dziewczyna siedzi sama o tej porze?
Odwrocilam sie w stronę mężczyzny.
Przewrocilam oczami.
Gościu gdzieś po 40 w brudnej kurtce i potarganymi wlosami.
-Nie pana interes...
Zasmial sie pod nosem.
odwrocilam wzrok tylko po to by nie patrzec na niego.
Nagle usiadł koło mnie... Troche za blisko...
Odsunelan sie troche skrepowana.
-nie powinnas być w domu?
-Moze i powinnam ale powtórzę to jeszcze raz, nie pana interes co tu robię i czemu tu siedzę....
Nie chciałam tu dłużej być.
Gdzieś mam to ze miałam tu siedzieć i czekać na matkę.... 
Kiedy odwrocilam sie od niego i chciałam z tego miejsca jak najszybciej odejść ten typ mnie złapał za ramię.
-Gdzie sie wybierasz?
Jego ton głosu zmienił sie na oschly i zimny.
W tej chwili zaczęłam sie bać.
-Puścił mnie!
Mocno scisnal moje ramię a ja pisałem z bólu.
Boże co on chce ode mnie?
Przyciągnął mnie do swojego ochydnego ciała i przyłożył swoje usta do mojego ucha.
-Wypuszcze cię ale musisz coś zrobic...
Nie kontrolowanie uderzylan go w twarz..
Miałam nadzieje ze mnie puści ale to spowodowało ze mocniej scisnąl moje ramię.
Mocno zamknelam oczy mając nadzieje ze jakimś cudem on zniknie.
Z całych sił próbowałam sie od tego typu wyrwać ale to na nic.
Nagle nie czułam jego obecności.
Słyszałam jakieś jeki... 
Otworzyłem oczy i widziałam jak ten zboczeniec leży na ziemi zeijając se z bólu.
Jak to... Kto mu to zrobił?
-Rada na przyszłość... O tej porze nie chodzi sie po parku samemu..
Szybko odwrocilam sie i zobaczyłam chłopaka w kapturze...
-Czy ty chodzisz za mna?
Zasmial sie.
-Wydaje ci sie...
Patrzył na mnie swoimi bardzo intensywnymi zielonymi teczowkami.
Moja mina zmieniła sie kiedy dotarło do mnie ze to on...
Momentownie ruszyłam do przodu.
Czemu ja go spotykam?
Nie znam go w ogóle i nie chce go znać.
Bałam sie ze bedzie szedl za mna więc zaczęłam biec.
Po kilku minutach biegania zorientowałam sie ze jestem pod swoim domem.
Bogu dzięki...

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •



Notka: przepraszam za taką długa przerwe w pisaniu ale naprawde nie miałam czasu i pomysłu :/
Wybaczcie mi to :) 
Teraz postaram sie dodawać chociaż raz w tygodniu po rozdziale :* 

(Sorki za błędy, nie chciało mi sie juz sprawdzać rozdziału XD) :)



piątek, 26 września 2014

Rozdział 3

Mogłam ubrać sie cieplej.
Mądra ubrałam tylko spodnie od dresu i t-shirt i po dziesięciu minutach zrobiło mi sie cholernie zimno.
To chyba przez to ze zaczyna padać.
No nie... Juz mam dosc tego miasta.
Szybko usiadłam pod drzewem na zadziwiająco bardzo duzym kamieniu tak by nie zmoknąc całkiem.
Nie wiem jak tu ludzie wytrzymują z taką pogodą...
Za rok mnie juz tu nie bedzie...
Rozgladałam sie po parku i nikogo tu nie ma oprócz jakiegoś chłopaka w kapturze.
Wygląda jak by ten park był opuszczony... Ale nie jest bo trawniki i krzewy są zadbane.
Spojrzałam na ekran telefonu mając nadzieje ze moze ktoś do mnie napisał albo próbował sie skontaktować... Ktoś czyli mam na myśli Connor'a albo Alex... Ale nic...
Nawet matka do mnie nie dzwoni...
Ech no dobra...
Polozylam telefon na komieniu i przyciagnełam kolana do klatki piersiowej.
Kiedy ten deszcz przestanie padać?
Mam juz dość siedzenia tu...
Ale tu deszcz jest całkiem inny niż w stanach.
Zamknelam oczy i wsluchiwałam sie jak krople deszczu uderzają o ziemie.
Przyjemny dźwięk dla uszu.
Schowalam słuchawki do kieszeni i zeskoczylam z kamienia.
Nie będę słuchała narazie muzyki.
Popatrzylam w górę na niebo i krople deszczu spadały mi na twarz.
Zasmialam sie i zaczesalam mokre pasma włosów do tylu i kontynuowałam bieganie.
Deszcz mi nie przeszkodzi w dbaniu o sylwetkę.
Kilka razy wbieglam na kałuże ale nic mi sie nie stanie po za tym ze sie przeziębie...
-----------------
Wracając od mojego kumpla zawsze wracalem miastem ale teraz ciągnie mnie iśc przez dłuższa drogę do domu...
Moze dlatego ze pada deszcz?
Znowu...
Nie raczej nie...
Miałem zamiar wracać samochodem ale coś mnie odciagnelo od tego pomysłu.
Ale co? Sam nie wiem...
Nagle po drugiej stronie alejki w parku zauważyłem dziewczynę siedzącą na kamieniu...
Co ona robi w taką pogodę w parku?!
No dobra nie ważne...
Kiedy po krótkim czasie zorientowałem sie ze juz jej nie ma zauważyłem ze coś leży na tym kamieniu.
Podszedlem do tego miejsca patrząc jak ta dziewczyna wbiegla w kałuże.
Zasmialam sie pod nosem.
To coś to telefon i zapewne go zapomniała.
Wziąłem go do ręki... Ciekawe jaka dziewczyna zostawiła ten telefon.
Pewne jakaś roztrzepana.
Wiem ze nie mogę grzebać w cudzych rzeczach ale chce sie dowiedzieć kim jest ta dziewczyna.
Powstrzymalem sie od tego pomysłu i schowalem do kieszeni telefon rozgladając sie czy przypadkiem jest tu gdzieś ale niestety juz jej nie ma.
Przegryzłem kolczyk w wardze zastanawiając sie czy szukać jej czy iśc do domu...
Piepszyc to nawet nie wiem jak ona wyglada...
Wrócę do domu coś wymyśle nie mam zamiaru dłużej stać w tym deszczu... Szlak by to... Muszę jak najszybciej sie znaleść w domu...
Jedna rzecz chodzi mi po głowie...
Kim jest ta posiadaczka telefonu...
Tak czy inaczej znajdę ją...
------------------
Ale mi zimno...
Bez problemu dotarłam do domu.
-Juz jestem!
Krzyknelam kiedy sciagalam cale przemoczone adidasy.
Nie wiem gdzie mam je dac...
kiedy wychodziłam na górę po schodach zauważyłam jak moja matka wychodziła z mojego pokoju.
-O juz jesteś...
-Co ty tam robiłas?
Troche głupio mi ze zbombardowalam ja od razu tym pytaniem ale ja nie nawidze tego jak ktoś wchodzi mi do pokoju pod moją nieobecność.
-Zaniosłam ci wyprane ubrania...
-Ok...
-Dzwonił Connor...
Kiedy usłyszałam jego imię od razu mój humor sie poprawił.
Uwielbiam to imię... Tak strasznie za nim tęsknię.
Chciała bym ponownie usłyszeć jego głos, poczuć jak delikatnie mnie całuje, jak szepcze miłe słówka i jak cudownie czuje se w jego ramionach...
-Chcial z tobą sie skontaktować ale nie odbierałas...
Zaraz zaraz ... Co?
On do mnie dzwonił?
Ale ja nie słyszałam by dzwonił ktoś do mnie.
-Dzwonił?
Kobieta z lekko roztrzepanymi długimi włosami przytaknela głowa i z troską patrzyla na mnie.
Szybko zaczęłam przeszukiwać kieszenie ale nie ma... Nie ma telefonu.
Popatrzylam na nią zmartwiona
-gdzie jest mój telefon?
Szybko pobieglam do pokoju i zaczęłam przeszukiwać cały pokój.
-Kochanie... Moze zostawiłas go w przed pokoju... Albo w kuchni...
Złapałam sie za jeszcze mokre włosy i popatrzylam na nią.
Jesli go zgubilam to nie wiem co zrobię.
Jak teraz skontaktuje sie z alex o connorem?
W przed pokoju i w kuchni go nie ma.
Przeszukalam cały dom i nic.
Super... Po prostu super.
-Chcesz zadzwonić do Connor'a?
Podała mi swóją komórkę.
-zadzwoń... 
Popatrzylam na nią a pózniej na telefon.
Wzięłam go i ponownie sporzalam na mamę.
To dziwne... Myślałam ze moja mama nie lubi Connor'a i nie przyjmuje tego faktu ze jestem ze starszym chłopakiem więc troche przestraszylam sie kiedy powiedziała ze Connor dzwonił.
Zawsze mi powtarzała ze zawiode sie na nim, ze mu tylko jedno w głowie ale ona nie ma racji.
On taki nie jest.
Zawsze mi powtarzała gdy szlam do niego na noc ze prędzej czy pózniej dobierze sie do moich spodni ale powiem szczerze ze tego nigdy nie robiliśmy od kąd jesteśmy razem.
Connor wie ze nigdy tego nie robiłam więc on nigdy na mnie ne naciskał...
moja matka jak zawsze nie ma racji...
Kiedy wpisywalam jego numer moja mama zeszła na dół by mi nie przeszkadzać w rozmowie.
Patrzę na ekran telefonu i zastanawiam sie czy to aby dobry pomysł żebym dzwoniła...
W ogóle nad czym sie zastanawiam?
Szybko przycisnelam zieloną słuchawkę i przylozylam telefon do ucha.
Pierwszy sygnał... Drugi, trzeci, czwarty, piąty.... Włącza sie sekretarka...
Ugh pierw sam do mnie dzwoni a pózniej wyłącza telefon?
Zeszłym na dół do mamy troche zawiedziona.
Polozylem telefon na stole i usiadłam na kanapie w salonie i zaczesalam nerwowo włosy do tylu.
-Nie odbiera... Prawda?
Usiadła koło mnie a ja kiwnelam głową.
-Moze to przez to ze jest w stanach inna pora dnia niż u nas...
-U nas jest 9 a tam gdzieś po 18...
Wstalam i ponownie postanowiłam poszukać swojego telefonu.
On musi tu gdzieś być.
Wątpię bym go zgubiła gdzieś po za domem.
-Pewnie nie ma czasu... Ne zamartwiaj sie na zapas...
Kiedy przerwalam przeszukiwanie szuflad w salonie popatrzylam na mamę ale ona wychodziła z pokoju.
Czy mi sie wydaje czy ona zrobiła sie jakaś inna...
Nie wnerwiaj sie na byle co i rozmawia ze mna o moim chłopaku...
To zdecydowanie dziwne...
A jesli Connor mnie ... Zdradza?
Nie nie nie... To sie nie trzyma kupy... On taki nie jest i wierze ze nigdy by mi tego nie zrobil... Prawda?

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •



Notka: przepraszam za błędy które pojawiły sie w tym rozdziale ale pisałam na szybko bez sprawdzania XD 


piątek, 19 września 2014

Rozdział 2

Szybko wróciłam na swoje miejsce.
Nie miałam zamiaru z nim gadać.
Jakoś przez to jak na mnie patrzył poczułam sie dziwnie.
Moze przez to ze ma kolczyk w wardze i w brwi?
Możliwe.
Usiadłam na swoim fotelu i odetchnełam z ulgą kiedy nigdzie go nie widziałam.
-Cos sie stało?
Odezwała sie moja mama.
Troche mnie przestraszyła bo myślałam ze to juz ten chlopak szedł za mną.
-Wszystko jest w porządku...
Kobieta przytakneła głową i wzięła łyk wody a ja oparłam głowę o oparcie i zauważyłam go.
Przechodził koło mamy fotela i patrzył sie na mnie.
Wydawał sie być zły.
Szybko odwrociłam główe w stronę okna z nadzieją ze juz wiecej nie będę go widziala.
W małym stopniu troche sie go boje ale to chyba przez jego kolczyki.
Nie przyglądałam mu sie uważnie ale wygląda na około 19-21 lat...
Wzięłam głęboki wdech próbując zapomnieć o nim.
-Cheyenne...
Popatrzyłam na moją matkę.
Mam nadzieje ze nie zauważyła tego chłopaka.
-Kto to tak dziwnie na ciebie patrzył?
A jednak... 
Co mam jej powiedziec ... A to nikt taki tylko chłopak ktory cały czas na mnie patrzy i na którego wpadłam chwile temu a on wkurzył sie na mnie bo go olalam... To nic takiego... 
Boże jak to głupio brzmi.
-Nie znam go...
Powiedziałam obojętnie biorąc łyk gazowanego napoju.
-Jakis dziwny jest...
-Wiem...

***

Rano obudziłam sie juz w nowym domu.
Jest bardzo duży.
Najważniejsze ze w swoim pokoju mam łazienkę.
Wczoraj o 15 wyladowalismy tu...
Wszyscy mieli racje ze w Londynie zawsze pada.
Wczoraj caly dzien padal deszcz.
Wstalam z łuzka i podeszlam do okna.
Widać stojący obok bardzo identyczny z wyglądu dom do tego w którym mieszkam.
Na dworze jeszcze jest ciemno ale słyszę jak krople uderzają o dach... No i dzisiaj tez bedzie caly dzien padać...
Leniwie wzięłam swój telefon i spojrzałam  na ekran.
Ciemnosc panuje w moim pokoju więc jasny ekran mnie bardzo razi w oczy.
Dopiero 5...
Nie mogę zasnąć...
Troche długo mi zajmie przyzwyczajenie sie do nowej strefy czasowej.
Zeszłam na dół i zauważyłam ze moja mama siedzi i pije kawę w kuchni.
-Tez nie możesz spać?
Spytała mnie kiedy popijała gorącą ciecz.
Przytaknelam głową i popatrzyłam na nią.
-Nienawidzę tego miejsca...
Usiadłam na krześle i powiedziałam dość głośno tak ze aż kobieta siedząca na przeciwko mnie podskoczyła ze zdziwienia.
-Słońce przyzwyczaisz sie...
-Niby jak?
Przerwałam jej.
Ponownie powiedziałam za głośno na co moja mama zdziwiona na mnie spojrzała.
-Wiem ze tesknisz za nimi ale nie podnos głosu na mnie... Musisz przywyknąc do tej nowej sytuacji...
Pokreciłam głowa z niedowierzaniem na to co moja matka wygaduje.
-Co?
Wstałam i oparłam sie rękoma o stół.
-Przywyknąc do nowej sytuacji?! Ty odebrałas mi jedyną przyjaciółkę i mojego chłopaka!! Jak ja mam "przywyknąc" bez nich?
Specjalnie podkreslilam słowo przywyknąc.
Chwile na nią patrzyłam.
Jak ja mam przywyknąc bez nich?
Dla mnie to wszystko nie ma sensu bez Alex i Connor'a...
Kiedy szłam w stronę schodów moja matka sie odezwała.
-Dobrze ci to zrobi... Odpoczniesz od nich i zaprzyjaźnisz sie z kimś innym i szybko zapomnisz o nich...
Na pięcie odwrociłam sie w jej stronę ... Nie mogę uwierzyć ze to powiedziała.
Otworzyłam usta zeby cos powiedziec ale postanowiłam nic nie mówić i tylko pobiegłam do swojego pokoju.
Czemu ona mnie nie rozumie? Czemu przynajmniej nie spróbuje mnie zrozumieć?
Alex była dla mnie jak siostra a Connor był dla mnie wszystkim... Darzyłam i darze go bardzo ważnym dla mnie uczuciem.
Strasznie za nimi tęsknię...
Gwałtownie usiadłam na luzku.
Jak ona moze tak mówić... Jak ja mam o nich zapomnieć? Jak?

O 7 postanowiłam ze pójdę pobiegac.
Zawsze o tej godzinie biegałam jak byłam w stanach i z tego napewno nie zrezygnuje... Przy okazji pozwiedzam okolice.
Kiedy byłam gotowa z biorka chwyciłam telefon ze sluchawkami i zeszłym na dół.
-Gdzie idziesz?
Odezwała sie moja matka ale ja nic nie odpowiedziałam.
Cały czas jestem na nią zła przez to co powiedziała dzisiaj...
Kiedy wyszłam z domu założyłam słuchawki i włączyłam muzykę i wybrałam ze zacznę biegać od parku do około mojej okolicy.
Mam tylko nadzieje ze sie nie zgubię.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 1

-Cheyenne
Do pokoju weszła moja mama kiedy zamykałam ostatnią walizkę.
Popatrzyłam na nią i zauważyłam blond czupryne za jej niską osobą.
Moja mama nie jest za wysoka a ja niestety tak... Odziedziczyłam to po ojcu... Ale czy naprawde 170 cm to dużo?
Na szczęście mój chłopak jest jeszcze wyższy i moge swobodnie wtulić sie w jego tors... ma 180 cm...
Moja mama zawsze mowi mi ze Connor jak na swój wiek jest o wiele za wysoki.
Czy ja wiem... Jest ode mnie o 2 lata starszy.
On jest juz pełnoletni a ja jeszcze nie.
Jeszcze rok i jak będę juz miała te 18 lat to przysięgam ze wrócę tu tylko dla Connora i Alex.
-Przyszedł do ciebie Connor...
Kiedy to powiedziała wyszła z pokoju.
Usmiechnełam sie gdy zobaczyłam jego twarz.
Naprawde nie mogę uwierzyć w to ze mam takiego wspaniałego chłopaka.
On jest ideałem... Idealny przykład kochającego chłopaka.
-Hej...
Podszedl do mnie i ucałował moje czoło.
-czyli to dzisiaj...
Na samą myśl ze dzisiaj będę juz w samolocie zmierzając do tego miasta robi mi sie niedobrze ...
Obojętnie przytaknełam głową i spojrzałem mu w oczy.
-Ja nie chce tam leciec...
Pojedyncze łzy spłyneły mi po moim policzku.
Nie chce zostawić Connor'a... Za bardzo przywiązałam sie do tego chłopaka.
To mój pierwszy chłopak, jestem z nim bardzo długo... Dokładnie 2 lata minie za miesiąc...
Nie będziemy mogli tego swiętować bo będziemy juz osobno.
-Kochanie nie płacz...
Przyciągnął mnie do siebie, czule objął w talii i pocalował delikatnie w usta.
-Wszystko bedzie dobrze...
-Wlasnie ze nie... Czemu nie mogę zostać tu... Czemu nie możecie wyjechać ze mną? 
Mówiłam dlawiac sie łzami.
Mocno zacisnełam oczy mając nadzieje ze to wszystko zniknie i bedzie tak jak kiedyś... Że bedzie wszystko dobrze i że nigdy nie bede musiała sie z nim rozstawać.
Spusciłam wzrok na moje dłonie a Connor delikatnie złapał mnie za policzki i głęboko spojrzał mi w oczy.
-Chey... Spotkamy sie i to nie długo... Obiecuje...
Kiedy to powiedział złączył nasze usta w bardzo namiętny i czuły pocałunek.
Chwile pozniej usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
Oderwalam sie od chłopaka kiedy zorientowałam sie ze to Alex.
Moja czarnowłosa przyjaciółka patrzyła na mnie z zaplakanymi oczami.
-Cheyenne...
-Alex...
Podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Boże to nie moze sie dziać naprawde...
Popatrzyla na mnie.
-Czemu to sie dzieje? Czemu musisz tam lecieć?
Ponownie mnie przytulila ale mocniej tak jak by bała sie ze to juz koniec.
Ale to prawda... To koniec.

***

-Cheyenne... musimy iśc juz do samolotu...
Popatrzyłam na Alex i Connor'a kiedy moja mama powiadomiła ze musimy juz iśc.
-Tak strasznie bedzie nam cię brakować... 
Przytulilam Alex i ponownie obie sie poplakałyśmy.
-Mam nadzieje ze mnie nie zapomnicie..
Powiedziałam wycierając łzy przy tym rozmazując makijaż.
-Boże wyglądam pewnie jak klaun.
Lekko sie zasmiałam przez łzy.
Powiedziałam to tylko po to by nie zrobic sceny na lotnisku.
-Kochanie...
Popatrzyłan na bronzowookiego chłopaka...
-Pamiętaj ze zawsze będziesz dla mnie najważniejsza na świecie...
Delikatnie pocalował mnie w czoło i przytulił.
Czemu rozstania tak bolą?
-Cheyenne wiem ze wam przeszkadzam ale za 10 minut nasz samolot odlatuje.
Oderwalam sie od chlopaka i popatrzyłam na mamę.
Przygnębiona przytaknełam głową i wzięłam swój podręczny bagaz.
Nie mogę uwierzyć ze to koniec...

***

"Z powodu małych utrudnień lot bedzie trwał o godzinę dłużej.
Przepraszamy"

Odezwała się stewardessa a ja przewrociłam oczami.
No ale chociaż nie będę tak szybko w tym cholernym mieście.
Popatrzyłam na moja mamę która miała słuchawki na uszach i spała.
Ja nie potrafię spać myśląc o tym ze juz nigdy wiecej nie zobaczę mojej jedynej przyjaciółki i chłopaka.
Oparłam głowę o oparcie i zastanawiałam sie jak bedzie wyglądało teraz moje życie.
Przeczesałam moje włosy do tyłu.
Nagle usłyszałam jakąś cichą muzykę.
Nie wiem skąd dochodziła ale strasznie mi sie spodobała.
Palcami zaczęłam stukać o oparcie fotela rytm piosenki.
Nie słyszałam słów piosenki więc zaczęłam sama wymyślać słowa do tej melodii.
Pod nosem śpiewałan słowa które przychodziły mi na myśl.
W głowie przemyslałam te zdania które przed chwila wyszły z moich ust i szybko wyciągnęłam jakąś kartkę z mojej plecaka... nie lubie nosić torebek.
Kiedy wyciagnełam kartkę zaczęłam pisać słowa układające sie w tekst piosenki.
Nie wiem czemu ale kocham pisać piosenki.
Nie sprawia mi problemu wymyślania ich.
Same słowa przychodzą mi do głowy.
Kiedy byłam wciągnięta w wir pisania słów kontem oka zauważyłam ze jakiś chłopak po lewej stronie w drugim rzędzie kilka foteli dalej patrzy na mnie ale olałam to.
Nudzi sie widać i nie ma co robić i patrzy sie na ludzi.
Ciekawe zajęcie.
Kiedy napisałam tekst pod nosem ostatni raz to zaśpiewałam.
Postanowiłam nazwać tą piosenkę Save the day ( uratuj dzień) ponieważ napisałam ta piosenkę z myślą o moim chłopaku ...
Kiedy schowalam kartkę zauważyłam ze ten chłopak caly czas mi sie przygląda...
Starając nie zwracać sie na niego uwagi zamknelam oczy po cichu śpiewając jakiś tekst piosenki ale nie pamietam kto jest jej wykonawcą.
Chwile pózniej poczułam ze musze iśc do toalety.
Nie lubię toalet w samolocie bo za duże to one nie są.
Kiedy wyszłam z toalety wpadłam na kogoś.
Po zapachu perfum stwierdziłam ze to chłopak.
Kiedy zrobiłam krok w tył i popatrzyłam na niego zmarszczyłam brwi.
To był ten chłopak który cały czas mi sie przyglądał.
-Przepraszam...
Odezwał się swoim lekko zachrypniętym głosem.
Ja przewrociłam oczami i po prostu ominełam go.
Mógł troche uważać jak chodzi...
Miałam nadzieje ze zostawi mnie w spokoju ale tego sie nie spodziewałam.
Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoja stronę.
Co on sobie myśli?
Jego intensywne zielone oczy patrzyły prosto w moje.
Zacisnął mocno szczękę i puścił moje ramię...
Czego on ode mnie chce?


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: następny rozdział postaram się dodać za kilka dni.
I jak wam sie podoba rozdział 1 "Save the day" ?
:) 

poniedziałek, 15 września 2014

Wstęp

Do rozpoczęcia roku szkolnego zostało zaledwie 3 tygodnie a moja mama dostała awans i musi wyprowadzić sie ze Stanow Zjednoczonych do Londynu...
Wcześniej dużo razy sie przeprowadzałysmy ale to jak bylam bardzo mała w tedy miałam to gdzieś a do tego to było tylko np miasto dalej... Ale teraz nie mogę tego zrobic...
Wcale mi sie nie podoba ten pomysł.
Mam mieszkać na drugim końcu swiata?
Mam zostawić swojego chłopaka Connor'a i jedyną mają przyjaciółkę Alex?
Jak w taki krótki czas zalatwie wszystko związane ze szkołą?
Co prawda moja mama juz dużo wcześniej załatwiła mi szkole ale książki? Będę musiała sie streszczac ale mniejsza o to.
Boje sie ze nie zaakceptują mnie w nowej szkole...
W poprzedniej szkole nie byłam zbyt lubiana z powodu tego ze dobrze sie uczylam i zawsze mnie wybierali do szkolnych przedstawień jesli była rola ze śpiewem.
Czyli takie małe musicale.
Bardzo głupie to z ich strony prawda?
Co miesiąc takie coś sie odbywało... Ale to moja wina ze kocham śpiewać i w miarę dobrze mi to wychodzi? 
Przez to mnie wyśmiewali i obrzucali różnymi wyzwiskami...
Ale przyzwyczaiłam sie.
Moja przyjaciółka mieszka dom dalej od mojego a chłopak uliczkę dalej.
Oni jedyni mnie rozumieją i tolerują i oni mnie zawsze namawiali abym szła na te musicale jesli dostałam takie propozycje i zawsze bronili mnie gdy ktoś mnie wyzywał ale nie była mi ich pomoc potrzebna...
Mój chłopak twierdzi ze z takim talentem zajde bardzo daleko i zostanę sławna.
Szczerze? Nie wierze w to ale to z jego strony bardzo miłe.
Nie wyobrażam sobie teraz ich wszystkich zostawić.
Tak nagle mam zerwać z nimi kontakt bo moja mama dostała awans i ma pracowac w Londynie?
Jakoś znienawidzilam te miasto.
Nigdy tam nie byłam i nie mam zamiaru tam sie wybierać.
W stanach mam dużo miłych wspomnień z tatą... 
Ale nie chce o nim mowic.
Kocham go... a raczej kochalam bo to co zrobił mi i mamie to przekracza wszelkie granice.
Nie będę o tym mówić bo gdy o tym myśle to nienawiść którą go darzylam wraca z większa siłą...
Minęło 4 lata od kąd sie wyprowadził nie mówiąc nawet gdzie.
Dzwonił do mnie kilka razy jak sie wyprowadził ale z 5 razy tylko odebrałam bo pózniej nie miałam ochoty z nim gadać.
Teraz juz nawet nie próbuje sie ze mną skontaktować...
Płaci tylko alimenty i to wszystko...
Teraz jak o tym myśle to coraz bardziej chce z tego miejsca sie wyprowadzić.
Jednak nie mam tu dobrych wspomnień z ojcem...
Ale nie...
Nie mogę zostawić Alex i Connor'a...
Ale to juz postanowione.
Za kilka dni sie wyprowadzam...
Czy to koniec?
Boje sie tego wszystkiego...
Zaczynam najgorszy rozdział w moim życiu...


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: i oto wstęp to "save the day"
Mam nadzieje ze zaciekawiło was i będziecie dalej czytać tego bloga :)

I tu na bloga będę dodawala rozdzialy raz albo dwa razy w tygodniu ale to juz zależy od wolnego czasu.
O tym napisałam tez na moim pierwszym blogu :) 
http://strong-fanfiction-harry-styles.blogspot.com/?m=1