wtorek, 16 września 2014

Rozdział 1

-Cheyenne
Do pokoju weszła moja mama kiedy zamykałam ostatnią walizkę.
Popatrzyłam na nią i zauważyłam blond czupryne za jej niską osobą.
Moja mama nie jest za wysoka a ja niestety tak... Odziedziczyłam to po ojcu... Ale czy naprawde 170 cm to dużo?
Na szczęście mój chłopak jest jeszcze wyższy i moge swobodnie wtulić sie w jego tors... ma 180 cm...
Moja mama zawsze mowi mi ze Connor jak na swój wiek jest o wiele za wysoki.
Czy ja wiem... Jest ode mnie o 2 lata starszy.
On jest juz pełnoletni a ja jeszcze nie.
Jeszcze rok i jak będę juz miała te 18 lat to przysięgam ze wrócę tu tylko dla Connora i Alex.
-Przyszedł do ciebie Connor...
Kiedy to powiedziała wyszła z pokoju.
Usmiechnełam sie gdy zobaczyłam jego twarz.
Naprawde nie mogę uwierzyć w to ze mam takiego wspaniałego chłopaka.
On jest ideałem... Idealny przykład kochającego chłopaka.
-Hej...
Podszedl do mnie i ucałował moje czoło.
-czyli to dzisiaj...
Na samą myśl ze dzisiaj będę juz w samolocie zmierzając do tego miasta robi mi sie niedobrze ...
Obojętnie przytaknełam głową i spojrzałem mu w oczy.
-Ja nie chce tam leciec...
Pojedyncze łzy spłyneły mi po moim policzku.
Nie chce zostawić Connor'a... Za bardzo przywiązałam sie do tego chłopaka.
To mój pierwszy chłopak, jestem z nim bardzo długo... Dokładnie 2 lata minie za miesiąc...
Nie będziemy mogli tego swiętować bo będziemy juz osobno.
-Kochanie nie płacz...
Przyciągnął mnie do siebie, czule objął w talii i pocalował delikatnie w usta.
-Wszystko bedzie dobrze...
-Wlasnie ze nie... Czemu nie mogę zostać tu... Czemu nie możecie wyjechać ze mną? 
Mówiłam dlawiac sie łzami.
Mocno zacisnełam oczy mając nadzieje ze to wszystko zniknie i bedzie tak jak kiedyś... Że bedzie wszystko dobrze i że nigdy nie bede musiała sie z nim rozstawać.
Spusciłam wzrok na moje dłonie a Connor delikatnie złapał mnie za policzki i głęboko spojrzał mi w oczy.
-Chey... Spotkamy sie i to nie długo... Obiecuje...
Kiedy to powiedział złączył nasze usta w bardzo namiętny i czuły pocałunek.
Chwile pozniej usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
Oderwalam sie od chłopaka kiedy zorientowałam sie ze to Alex.
Moja czarnowłosa przyjaciółka patrzyła na mnie z zaplakanymi oczami.
-Cheyenne...
-Alex...
Podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Boże to nie moze sie dziać naprawde...
Popatrzyla na mnie.
-Czemu to sie dzieje? Czemu musisz tam lecieć?
Ponownie mnie przytulila ale mocniej tak jak by bała sie ze to juz koniec.
Ale to prawda... To koniec.

***

-Cheyenne... musimy iśc juz do samolotu...
Popatrzyłam na Alex i Connor'a kiedy moja mama powiadomiła ze musimy juz iśc.
-Tak strasznie bedzie nam cię brakować... 
Przytulilam Alex i ponownie obie sie poplakałyśmy.
-Mam nadzieje ze mnie nie zapomnicie..
Powiedziałam wycierając łzy przy tym rozmazując makijaż.
-Boże wyglądam pewnie jak klaun.
Lekko sie zasmiałam przez łzy.
Powiedziałam to tylko po to by nie zrobic sceny na lotnisku.
-Kochanie...
Popatrzyłan na bronzowookiego chłopaka...
-Pamiętaj ze zawsze będziesz dla mnie najważniejsza na świecie...
Delikatnie pocalował mnie w czoło i przytulił.
Czemu rozstania tak bolą?
-Cheyenne wiem ze wam przeszkadzam ale za 10 minut nasz samolot odlatuje.
Oderwalam sie od chlopaka i popatrzyłam na mamę.
Przygnębiona przytaknełam głową i wzięłam swój podręczny bagaz.
Nie mogę uwierzyć ze to koniec...

***

"Z powodu małych utrudnień lot bedzie trwał o godzinę dłużej.
Przepraszamy"

Odezwała się stewardessa a ja przewrociłam oczami.
No ale chociaż nie będę tak szybko w tym cholernym mieście.
Popatrzyłam na moja mamę która miała słuchawki na uszach i spała.
Ja nie potrafię spać myśląc o tym ze juz nigdy wiecej nie zobaczę mojej jedynej przyjaciółki i chłopaka.
Oparłam głowę o oparcie i zastanawiałam sie jak bedzie wyglądało teraz moje życie.
Przeczesałam moje włosy do tyłu.
Nagle usłyszałam jakąś cichą muzykę.
Nie wiem skąd dochodziła ale strasznie mi sie spodobała.
Palcami zaczęłam stukać o oparcie fotela rytm piosenki.
Nie słyszałam słów piosenki więc zaczęłam sama wymyślać słowa do tej melodii.
Pod nosem śpiewałan słowa które przychodziły mi na myśl.
W głowie przemyslałam te zdania które przed chwila wyszły z moich ust i szybko wyciągnęłam jakąś kartkę z mojej plecaka... nie lubie nosić torebek.
Kiedy wyciagnełam kartkę zaczęłam pisać słowa układające sie w tekst piosenki.
Nie wiem czemu ale kocham pisać piosenki.
Nie sprawia mi problemu wymyślania ich.
Same słowa przychodzą mi do głowy.
Kiedy byłam wciągnięta w wir pisania słów kontem oka zauważyłam ze jakiś chłopak po lewej stronie w drugim rzędzie kilka foteli dalej patrzy na mnie ale olałam to.
Nudzi sie widać i nie ma co robić i patrzy sie na ludzi.
Ciekawe zajęcie.
Kiedy napisałam tekst pod nosem ostatni raz to zaśpiewałam.
Postanowiłam nazwać tą piosenkę Save the day ( uratuj dzień) ponieważ napisałam ta piosenkę z myślą o moim chłopaku ...
Kiedy schowalam kartkę zauważyłam ze ten chłopak caly czas mi sie przygląda...
Starając nie zwracać sie na niego uwagi zamknelam oczy po cichu śpiewając jakiś tekst piosenki ale nie pamietam kto jest jej wykonawcą.
Chwile pózniej poczułam ze musze iśc do toalety.
Nie lubię toalet w samolocie bo za duże to one nie są.
Kiedy wyszłam z toalety wpadłam na kogoś.
Po zapachu perfum stwierdziłam ze to chłopak.
Kiedy zrobiłam krok w tył i popatrzyłam na niego zmarszczyłam brwi.
To był ten chłopak który cały czas mi sie przyglądał.
-Przepraszam...
Odezwał się swoim lekko zachrypniętym głosem.
Ja przewrociłam oczami i po prostu ominełam go.
Mógł troche uważać jak chodzi...
Miałam nadzieje ze zostawi mnie w spokoju ale tego sie nie spodziewałam.
Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoja stronę.
Co on sobie myśli?
Jego intensywne zielone oczy patrzyły prosto w moje.
Zacisnął mocno szczękę i puścił moje ramię...
Czego on ode mnie chce?


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: następny rozdział postaram się dodać za kilka dni.
I jak wam sie podoba rozdział 1 "Save the day" ?
:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz