piątek, 26 września 2014

Rozdział 3

Mogłam ubrać sie cieplej.
Mądra ubrałam tylko spodnie od dresu i t-shirt i po dziesięciu minutach zrobiło mi sie cholernie zimno.
To chyba przez to ze zaczyna padać.
No nie... Juz mam dosc tego miasta.
Szybko usiadłam pod drzewem na zadziwiająco bardzo duzym kamieniu tak by nie zmoknąc całkiem.
Nie wiem jak tu ludzie wytrzymują z taką pogodą...
Za rok mnie juz tu nie bedzie...
Rozgladałam sie po parku i nikogo tu nie ma oprócz jakiegoś chłopaka w kapturze.
Wygląda jak by ten park był opuszczony... Ale nie jest bo trawniki i krzewy są zadbane.
Spojrzałam na ekran telefonu mając nadzieje ze moze ktoś do mnie napisał albo próbował sie skontaktować... Ktoś czyli mam na myśli Connor'a albo Alex... Ale nic...
Nawet matka do mnie nie dzwoni...
Ech no dobra...
Polozylam telefon na komieniu i przyciagnełam kolana do klatki piersiowej.
Kiedy ten deszcz przestanie padać?
Mam juz dość siedzenia tu...
Ale tu deszcz jest całkiem inny niż w stanach.
Zamknelam oczy i wsluchiwałam sie jak krople deszczu uderzają o ziemie.
Przyjemny dźwięk dla uszu.
Schowalam słuchawki do kieszeni i zeskoczylam z kamienia.
Nie będę słuchała narazie muzyki.
Popatrzylam w górę na niebo i krople deszczu spadały mi na twarz.
Zasmialam sie i zaczesalam mokre pasma włosów do tylu i kontynuowałam bieganie.
Deszcz mi nie przeszkodzi w dbaniu o sylwetkę.
Kilka razy wbieglam na kałuże ale nic mi sie nie stanie po za tym ze sie przeziębie...
-----------------
Wracając od mojego kumpla zawsze wracalem miastem ale teraz ciągnie mnie iśc przez dłuższa drogę do domu...
Moze dlatego ze pada deszcz?
Znowu...
Nie raczej nie...
Miałem zamiar wracać samochodem ale coś mnie odciagnelo od tego pomysłu.
Ale co? Sam nie wiem...
Nagle po drugiej stronie alejki w parku zauważyłem dziewczynę siedzącą na kamieniu...
Co ona robi w taką pogodę w parku?!
No dobra nie ważne...
Kiedy po krótkim czasie zorientowałem sie ze juz jej nie ma zauważyłem ze coś leży na tym kamieniu.
Podszedlem do tego miejsca patrząc jak ta dziewczyna wbiegla w kałuże.
Zasmialam sie pod nosem.
To coś to telefon i zapewne go zapomniała.
Wziąłem go do ręki... Ciekawe jaka dziewczyna zostawiła ten telefon.
Pewne jakaś roztrzepana.
Wiem ze nie mogę grzebać w cudzych rzeczach ale chce sie dowiedzieć kim jest ta dziewczyna.
Powstrzymalem sie od tego pomysłu i schowalem do kieszeni telefon rozgladając sie czy przypadkiem jest tu gdzieś ale niestety juz jej nie ma.
Przegryzłem kolczyk w wardze zastanawiając sie czy szukać jej czy iśc do domu...
Piepszyc to nawet nie wiem jak ona wyglada...
Wrócę do domu coś wymyśle nie mam zamiaru dłużej stać w tym deszczu... Szlak by to... Muszę jak najszybciej sie znaleść w domu...
Jedna rzecz chodzi mi po głowie...
Kim jest ta posiadaczka telefonu...
Tak czy inaczej znajdę ją...
------------------
Ale mi zimno...
Bez problemu dotarłam do domu.
-Juz jestem!
Krzyknelam kiedy sciagalam cale przemoczone adidasy.
Nie wiem gdzie mam je dac...
kiedy wychodziłam na górę po schodach zauważyłam jak moja matka wychodziła z mojego pokoju.
-O juz jesteś...
-Co ty tam robiłas?
Troche głupio mi ze zbombardowalam ja od razu tym pytaniem ale ja nie nawidze tego jak ktoś wchodzi mi do pokoju pod moją nieobecność.
-Zaniosłam ci wyprane ubrania...
-Ok...
-Dzwonił Connor...
Kiedy usłyszałam jego imię od razu mój humor sie poprawił.
Uwielbiam to imię... Tak strasznie za nim tęsknię.
Chciała bym ponownie usłyszeć jego głos, poczuć jak delikatnie mnie całuje, jak szepcze miłe słówka i jak cudownie czuje se w jego ramionach...
-Chcial z tobą sie skontaktować ale nie odbierałas...
Zaraz zaraz ... Co?
On do mnie dzwonił?
Ale ja nie słyszałam by dzwonił ktoś do mnie.
-Dzwonił?
Kobieta z lekko roztrzepanymi długimi włosami przytaknela głowa i z troską patrzyla na mnie.
Szybko zaczęłam przeszukiwać kieszenie ale nie ma... Nie ma telefonu.
Popatrzylam na nią zmartwiona
-gdzie jest mój telefon?
Szybko pobieglam do pokoju i zaczęłam przeszukiwać cały pokój.
-Kochanie... Moze zostawiłas go w przed pokoju... Albo w kuchni...
Złapałam sie za jeszcze mokre włosy i popatrzylam na nią.
Jesli go zgubilam to nie wiem co zrobię.
Jak teraz skontaktuje sie z alex o connorem?
W przed pokoju i w kuchni go nie ma.
Przeszukalam cały dom i nic.
Super... Po prostu super.
-Chcesz zadzwonić do Connor'a?
Podała mi swóją komórkę.
-zadzwoń... 
Popatrzylam na nią a pózniej na telefon.
Wzięłam go i ponownie sporzalam na mamę.
To dziwne... Myślałam ze moja mama nie lubi Connor'a i nie przyjmuje tego faktu ze jestem ze starszym chłopakiem więc troche przestraszylam sie kiedy powiedziała ze Connor dzwonił.
Zawsze mi powtarzała ze zawiode sie na nim, ze mu tylko jedno w głowie ale ona nie ma racji.
On taki nie jest.
Zawsze mi powtarzała gdy szlam do niego na noc ze prędzej czy pózniej dobierze sie do moich spodni ale powiem szczerze ze tego nigdy nie robiliśmy od kąd jesteśmy razem.
Connor wie ze nigdy tego nie robiłam więc on nigdy na mnie ne naciskał...
moja matka jak zawsze nie ma racji...
Kiedy wpisywalam jego numer moja mama zeszła na dół by mi nie przeszkadzać w rozmowie.
Patrzę na ekran telefonu i zastanawiam sie czy to aby dobry pomysł żebym dzwoniła...
W ogóle nad czym sie zastanawiam?
Szybko przycisnelam zieloną słuchawkę i przylozylam telefon do ucha.
Pierwszy sygnał... Drugi, trzeci, czwarty, piąty.... Włącza sie sekretarka...
Ugh pierw sam do mnie dzwoni a pózniej wyłącza telefon?
Zeszłym na dół do mamy troche zawiedziona.
Polozylem telefon na stole i usiadłam na kanapie w salonie i zaczesalam nerwowo włosy do tylu.
-Nie odbiera... Prawda?
Usiadła koło mnie a ja kiwnelam głową.
-Moze to przez to ze jest w stanach inna pora dnia niż u nas...
-U nas jest 9 a tam gdzieś po 18...
Wstalam i ponownie postanowiłam poszukać swojego telefonu.
On musi tu gdzieś być.
Wątpię bym go zgubiła gdzieś po za domem.
-Pewnie nie ma czasu... Ne zamartwiaj sie na zapas...
Kiedy przerwalam przeszukiwanie szuflad w salonie popatrzylam na mamę ale ona wychodziła z pokoju.
Czy mi sie wydaje czy ona zrobiła sie jakaś inna...
Nie wnerwiaj sie na byle co i rozmawia ze mna o moim chłopaku...
To zdecydowanie dziwne...
A jesli Connor mnie ... Zdradza?
Nie nie nie... To sie nie trzyma kupy... On taki nie jest i wierze ze nigdy by mi tego nie zrobil... Prawda?

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •



Notka: przepraszam za błędy które pojawiły sie w tym rozdziale ale pisałam na szybko bez sprawdzania XD 


piątek, 19 września 2014

Rozdział 2

Szybko wróciłam na swoje miejsce.
Nie miałam zamiaru z nim gadać.
Jakoś przez to jak na mnie patrzył poczułam sie dziwnie.
Moze przez to ze ma kolczyk w wardze i w brwi?
Możliwe.
Usiadłam na swoim fotelu i odetchnełam z ulgą kiedy nigdzie go nie widziałam.
-Cos sie stało?
Odezwała sie moja mama.
Troche mnie przestraszyła bo myślałam ze to juz ten chlopak szedł za mną.
-Wszystko jest w porządku...
Kobieta przytakneła głową i wzięła łyk wody a ja oparłam głowę o oparcie i zauważyłam go.
Przechodził koło mamy fotela i patrzył sie na mnie.
Wydawał sie być zły.
Szybko odwrociłam główe w stronę okna z nadzieją ze juz wiecej nie będę go widziala.
W małym stopniu troche sie go boje ale to chyba przez jego kolczyki.
Nie przyglądałam mu sie uważnie ale wygląda na około 19-21 lat...
Wzięłam głęboki wdech próbując zapomnieć o nim.
-Cheyenne...
Popatrzyłam na moją matkę.
Mam nadzieje ze nie zauważyła tego chłopaka.
-Kto to tak dziwnie na ciebie patrzył?
A jednak... 
Co mam jej powiedziec ... A to nikt taki tylko chłopak ktory cały czas na mnie patrzy i na którego wpadłam chwile temu a on wkurzył sie na mnie bo go olalam... To nic takiego... 
Boże jak to głupio brzmi.
-Nie znam go...
Powiedziałam obojętnie biorąc łyk gazowanego napoju.
-Jakis dziwny jest...
-Wiem...

***

Rano obudziłam sie juz w nowym domu.
Jest bardzo duży.
Najważniejsze ze w swoim pokoju mam łazienkę.
Wczoraj o 15 wyladowalismy tu...
Wszyscy mieli racje ze w Londynie zawsze pada.
Wczoraj caly dzien padal deszcz.
Wstalam z łuzka i podeszlam do okna.
Widać stojący obok bardzo identyczny z wyglądu dom do tego w którym mieszkam.
Na dworze jeszcze jest ciemno ale słyszę jak krople uderzają o dach... No i dzisiaj tez bedzie caly dzien padać...
Leniwie wzięłam swój telefon i spojrzałam  na ekran.
Ciemnosc panuje w moim pokoju więc jasny ekran mnie bardzo razi w oczy.
Dopiero 5...
Nie mogę zasnąć...
Troche długo mi zajmie przyzwyczajenie sie do nowej strefy czasowej.
Zeszłam na dół i zauważyłam ze moja mama siedzi i pije kawę w kuchni.
-Tez nie możesz spać?
Spytała mnie kiedy popijała gorącą ciecz.
Przytaknelam głową i popatrzyłam na nią.
-Nienawidzę tego miejsca...
Usiadłam na krześle i powiedziałam dość głośno tak ze aż kobieta siedząca na przeciwko mnie podskoczyła ze zdziwienia.
-Słońce przyzwyczaisz sie...
-Niby jak?
Przerwałam jej.
Ponownie powiedziałam za głośno na co moja mama zdziwiona na mnie spojrzała.
-Wiem ze tesknisz za nimi ale nie podnos głosu na mnie... Musisz przywyknąc do tej nowej sytuacji...
Pokreciłam głowa z niedowierzaniem na to co moja matka wygaduje.
-Co?
Wstałam i oparłam sie rękoma o stół.
-Przywyknąc do nowej sytuacji?! Ty odebrałas mi jedyną przyjaciółkę i mojego chłopaka!! Jak ja mam "przywyknąc" bez nich?
Specjalnie podkreslilam słowo przywyknąc.
Chwile na nią patrzyłam.
Jak ja mam przywyknąc bez nich?
Dla mnie to wszystko nie ma sensu bez Alex i Connor'a...
Kiedy szłam w stronę schodów moja matka sie odezwała.
-Dobrze ci to zrobi... Odpoczniesz od nich i zaprzyjaźnisz sie z kimś innym i szybko zapomnisz o nich...
Na pięcie odwrociłam sie w jej stronę ... Nie mogę uwierzyć ze to powiedziała.
Otworzyłam usta zeby cos powiedziec ale postanowiłam nic nie mówić i tylko pobiegłam do swojego pokoju.
Czemu ona mnie nie rozumie? Czemu przynajmniej nie spróbuje mnie zrozumieć?
Alex była dla mnie jak siostra a Connor był dla mnie wszystkim... Darzyłam i darze go bardzo ważnym dla mnie uczuciem.
Strasznie za nimi tęsknię...
Gwałtownie usiadłam na luzku.
Jak ona moze tak mówić... Jak ja mam o nich zapomnieć? Jak?

O 7 postanowiłam ze pójdę pobiegac.
Zawsze o tej godzinie biegałam jak byłam w stanach i z tego napewno nie zrezygnuje... Przy okazji pozwiedzam okolice.
Kiedy byłam gotowa z biorka chwyciłam telefon ze sluchawkami i zeszłym na dół.
-Gdzie idziesz?
Odezwała sie moja matka ale ja nic nie odpowiedziałam.
Cały czas jestem na nią zła przez to co powiedziała dzisiaj...
Kiedy wyszłam z domu założyłam słuchawki i włączyłam muzykę i wybrałam ze zacznę biegać od parku do około mojej okolicy.
Mam tylko nadzieje ze sie nie zgubię.


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 1

-Cheyenne
Do pokoju weszła moja mama kiedy zamykałam ostatnią walizkę.
Popatrzyłam na nią i zauważyłam blond czupryne za jej niską osobą.
Moja mama nie jest za wysoka a ja niestety tak... Odziedziczyłam to po ojcu... Ale czy naprawde 170 cm to dużo?
Na szczęście mój chłopak jest jeszcze wyższy i moge swobodnie wtulić sie w jego tors... ma 180 cm...
Moja mama zawsze mowi mi ze Connor jak na swój wiek jest o wiele za wysoki.
Czy ja wiem... Jest ode mnie o 2 lata starszy.
On jest juz pełnoletni a ja jeszcze nie.
Jeszcze rok i jak będę juz miała te 18 lat to przysięgam ze wrócę tu tylko dla Connora i Alex.
-Przyszedł do ciebie Connor...
Kiedy to powiedziała wyszła z pokoju.
Usmiechnełam sie gdy zobaczyłam jego twarz.
Naprawde nie mogę uwierzyć w to ze mam takiego wspaniałego chłopaka.
On jest ideałem... Idealny przykład kochającego chłopaka.
-Hej...
Podszedl do mnie i ucałował moje czoło.
-czyli to dzisiaj...
Na samą myśl ze dzisiaj będę juz w samolocie zmierzając do tego miasta robi mi sie niedobrze ...
Obojętnie przytaknełam głową i spojrzałem mu w oczy.
-Ja nie chce tam leciec...
Pojedyncze łzy spłyneły mi po moim policzku.
Nie chce zostawić Connor'a... Za bardzo przywiązałam sie do tego chłopaka.
To mój pierwszy chłopak, jestem z nim bardzo długo... Dokładnie 2 lata minie za miesiąc...
Nie będziemy mogli tego swiętować bo będziemy juz osobno.
-Kochanie nie płacz...
Przyciągnął mnie do siebie, czule objął w talii i pocalował delikatnie w usta.
-Wszystko bedzie dobrze...
-Wlasnie ze nie... Czemu nie mogę zostać tu... Czemu nie możecie wyjechać ze mną? 
Mówiłam dlawiac sie łzami.
Mocno zacisnełam oczy mając nadzieje ze to wszystko zniknie i bedzie tak jak kiedyś... Że bedzie wszystko dobrze i że nigdy nie bede musiała sie z nim rozstawać.
Spusciłam wzrok na moje dłonie a Connor delikatnie złapał mnie za policzki i głęboko spojrzał mi w oczy.
-Chey... Spotkamy sie i to nie długo... Obiecuje...
Kiedy to powiedział złączył nasze usta w bardzo namiętny i czuły pocałunek.
Chwile pozniej usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
Oderwalam sie od chłopaka kiedy zorientowałam sie ze to Alex.
Moja czarnowłosa przyjaciółka patrzyła na mnie z zaplakanymi oczami.
-Cheyenne...
-Alex...
Podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Boże to nie moze sie dziać naprawde...
Popatrzyla na mnie.
-Czemu to sie dzieje? Czemu musisz tam lecieć?
Ponownie mnie przytulila ale mocniej tak jak by bała sie ze to juz koniec.
Ale to prawda... To koniec.

***

-Cheyenne... musimy iśc juz do samolotu...
Popatrzyłam na Alex i Connor'a kiedy moja mama powiadomiła ze musimy juz iśc.
-Tak strasznie bedzie nam cię brakować... 
Przytulilam Alex i ponownie obie sie poplakałyśmy.
-Mam nadzieje ze mnie nie zapomnicie..
Powiedziałam wycierając łzy przy tym rozmazując makijaż.
-Boże wyglądam pewnie jak klaun.
Lekko sie zasmiałam przez łzy.
Powiedziałam to tylko po to by nie zrobic sceny na lotnisku.
-Kochanie...
Popatrzyłan na bronzowookiego chłopaka...
-Pamiętaj ze zawsze będziesz dla mnie najważniejsza na świecie...
Delikatnie pocalował mnie w czoło i przytulił.
Czemu rozstania tak bolą?
-Cheyenne wiem ze wam przeszkadzam ale za 10 minut nasz samolot odlatuje.
Oderwalam sie od chlopaka i popatrzyłam na mamę.
Przygnębiona przytaknełam głową i wzięłam swój podręczny bagaz.
Nie mogę uwierzyć ze to koniec...

***

"Z powodu małych utrudnień lot bedzie trwał o godzinę dłużej.
Przepraszamy"

Odezwała się stewardessa a ja przewrociłam oczami.
No ale chociaż nie będę tak szybko w tym cholernym mieście.
Popatrzyłam na moja mamę która miała słuchawki na uszach i spała.
Ja nie potrafię spać myśląc o tym ze juz nigdy wiecej nie zobaczę mojej jedynej przyjaciółki i chłopaka.
Oparłam głowę o oparcie i zastanawiałam sie jak bedzie wyglądało teraz moje życie.
Przeczesałam moje włosy do tyłu.
Nagle usłyszałam jakąś cichą muzykę.
Nie wiem skąd dochodziła ale strasznie mi sie spodobała.
Palcami zaczęłam stukać o oparcie fotela rytm piosenki.
Nie słyszałam słów piosenki więc zaczęłam sama wymyślać słowa do tej melodii.
Pod nosem śpiewałan słowa które przychodziły mi na myśl.
W głowie przemyslałam te zdania które przed chwila wyszły z moich ust i szybko wyciągnęłam jakąś kartkę z mojej plecaka... nie lubie nosić torebek.
Kiedy wyciagnełam kartkę zaczęłam pisać słowa układające sie w tekst piosenki.
Nie wiem czemu ale kocham pisać piosenki.
Nie sprawia mi problemu wymyślania ich.
Same słowa przychodzą mi do głowy.
Kiedy byłam wciągnięta w wir pisania słów kontem oka zauważyłam ze jakiś chłopak po lewej stronie w drugim rzędzie kilka foteli dalej patrzy na mnie ale olałam to.
Nudzi sie widać i nie ma co robić i patrzy sie na ludzi.
Ciekawe zajęcie.
Kiedy napisałam tekst pod nosem ostatni raz to zaśpiewałam.
Postanowiłam nazwać tą piosenkę Save the day ( uratuj dzień) ponieważ napisałam ta piosenkę z myślą o moim chłopaku ...
Kiedy schowalam kartkę zauważyłam ze ten chłopak caly czas mi sie przygląda...
Starając nie zwracać sie na niego uwagi zamknelam oczy po cichu śpiewając jakiś tekst piosenki ale nie pamietam kto jest jej wykonawcą.
Chwile pózniej poczułam ze musze iśc do toalety.
Nie lubię toalet w samolocie bo za duże to one nie są.
Kiedy wyszłam z toalety wpadłam na kogoś.
Po zapachu perfum stwierdziłam ze to chłopak.
Kiedy zrobiłam krok w tył i popatrzyłam na niego zmarszczyłam brwi.
To był ten chłopak który cały czas mi sie przyglądał.
-Przepraszam...
Odezwał się swoim lekko zachrypniętym głosem.
Ja przewrociłam oczami i po prostu ominełam go.
Mógł troche uważać jak chodzi...
Miałam nadzieje ze zostawi mnie w spokoju ale tego sie nie spodziewałam.
Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoja stronę.
Co on sobie myśli?
Jego intensywne zielone oczy patrzyły prosto w moje.
Zacisnął mocno szczękę i puścił moje ramię...
Czego on ode mnie chce?


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: następny rozdział postaram się dodać za kilka dni.
I jak wam sie podoba rozdział 1 "Save the day" ?
:) 

poniedziałek, 15 września 2014

Wstęp

Do rozpoczęcia roku szkolnego zostało zaledwie 3 tygodnie a moja mama dostała awans i musi wyprowadzić sie ze Stanow Zjednoczonych do Londynu...
Wcześniej dużo razy sie przeprowadzałysmy ale to jak bylam bardzo mała w tedy miałam to gdzieś a do tego to było tylko np miasto dalej... Ale teraz nie mogę tego zrobic...
Wcale mi sie nie podoba ten pomysł.
Mam mieszkać na drugim końcu swiata?
Mam zostawić swojego chłopaka Connor'a i jedyną mają przyjaciółkę Alex?
Jak w taki krótki czas zalatwie wszystko związane ze szkołą?
Co prawda moja mama juz dużo wcześniej załatwiła mi szkole ale książki? Będę musiała sie streszczac ale mniejsza o to.
Boje sie ze nie zaakceptują mnie w nowej szkole...
W poprzedniej szkole nie byłam zbyt lubiana z powodu tego ze dobrze sie uczylam i zawsze mnie wybierali do szkolnych przedstawień jesli była rola ze śpiewem.
Czyli takie małe musicale.
Bardzo głupie to z ich strony prawda?
Co miesiąc takie coś sie odbywało... Ale to moja wina ze kocham śpiewać i w miarę dobrze mi to wychodzi? 
Przez to mnie wyśmiewali i obrzucali różnymi wyzwiskami...
Ale przyzwyczaiłam sie.
Moja przyjaciółka mieszka dom dalej od mojego a chłopak uliczkę dalej.
Oni jedyni mnie rozumieją i tolerują i oni mnie zawsze namawiali abym szła na te musicale jesli dostałam takie propozycje i zawsze bronili mnie gdy ktoś mnie wyzywał ale nie była mi ich pomoc potrzebna...
Mój chłopak twierdzi ze z takim talentem zajde bardzo daleko i zostanę sławna.
Szczerze? Nie wierze w to ale to z jego strony bardzo miłe.
Nie wyobrażam sobie teraz ich wszystkich zostawić.
Tak nagle mam zerwać z nimi kontakt bo moja mama dostała awans i ma pracowac w Londynie?
Jakoś znienawidzilam te miasto.
Nigdy tam nie byłam i nie mam zamiaru tam sie wybierać.
W stanach mam dużo miłych wspomnień z tatą... 
Ale nie chce o nim mowic.
Kocham go... a raczej kochalam bo to co zrobił mi i mamie to przekracza wszelkie granice.
Nie będę o tym mówić bo gdy o tym myśle to nienawiść którą go darzylam wraca z większa siłą...
Minęło 4 lata od kąd sie wyprowadził nie mówiąc nawet gdzie.
Dzwonił do mnie kilka razy jak sie wyprowadził ale z 5 razy tylko odebrałam bo pózniej nie miałam ochoty z nim gadać.
Teraz juz nawet nie próbuje sie ze mną skontaktować...
Płaci tylko alimenty i to wszystko...
Teraz jak o tym myśle to coraz bardziej chce z tego miejsca sie wyprowadzić.
Jednak nie mam tu dobrych wspomnień z ojcem...
Ale nie...
Nie mogę zostawić Alex i Connor'a...
Ale to juz postanowione.
Za kilka dni sie wyprowadzam...
Czy to koniec?
Boje sie tego wszystkiego...
Zaczynam najgorszy rozdział w moim życiu...


• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •


Notka: i oto wstęp to "save the day"
Mam nadzieje ze zaciekawiło was i będziecie dalej czytać tego bloga :)

I tu na bloga będę dodawala rozdzialy raz albo dwa razy w tygodniu ale to juz zależy od wolnego czasu.
O tym napisałam tez na moim pierwszym blogu :) 
http://strong-fanfiction-harry-styles.blogspot.com/?m=1