piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 4

-Chey ja idę do pracy a tu na lodówce masz spisane wszystkie książki jakie bedą ci potrzebne do szkoły... A i tu... -wzięła jakiś zeszyt z lady- tu masz adres księgarni gdzie powinnas dostac te książki...
Podała mi zeszyt i zabiegana szybko zjadła kanapkę.
Z rozbawieniem na nia patrzyłam.
-Jedzenie w pośpiechu nie jest zdrowe...
Powiedziałam lekko sie śmiejąc.
Moja mama jest perfekcjonistką nigdy nigdzie sie nie spóźniła, zawsze musiała mieć wszystko idealnie zaplanowane a tu zaspała i za chwile moze nie zdarzyć w pierwszy dzień pracy.
-Oj dobra...
Przewrocilam oczami śmiejąc sie i w spokoju jem kanapkę, nie tak jak moja mama.
Kobieta poszła na górę i tak szybko jak weszła na górę zeszła z torebką w ręku.
-Dobra to wiesz wszystko?
-Tak tak wiem... Nie musisz powtarzać...
Usmiechneła sie do mnie.
-No ok... Dobra ja juz lecę... Pa.
-pa
-a właśnie... Kończę prace o 21 więc jak byś mogła poczekać na mnie w parku...
-Czemu?
-Po prostu czekaj tam na mnie...
Gdy drzwi sie zamknęły usiadłam wygodnie na kanapie przed telewizorem.
Po co mam na nią czekać?
Sama nie dojdzie do domu?
W TV leciał jakiś serial ale nie na nim byłam skupiona.
Zastanawiam sie czemu wczoraj Connor nie odebrał ode mnie telefonu.
A mówiąc o telefonie nie znalazłam go... Super, po prostu swietnie.
Teraz muszę sobie kupić nowy ale nie mam za co.
Boże czemu akurat mi sie to przytrafiło?
Czemu mam takiego pecha...
Jestem juz czwarty dzień w Londynie i do tej pory nie mogę przyzwyczaić sie do tego miasta.
Wylaczylam telewizor bo bez sensu ma działać jak go w ogóle ne oglądam.
Wzrokiem rozgladnelam sie po salonie w poszukiwaniu czegoś czym mogła bym sie zając... Ale nie ma nic ciekawego.
Hmm chyba pójdę do tej księgarni i jak najszybciej kupię te książki i resztę rzeczy by mieć juz to z głowy.
****
No dobra jestem na tej ulicy gdzie powinna być ta księgarnia.
Wzrokiem przelustrowam wszystkie budynki.
Gdzie ta księgarnia do cholery jest?
Szlam patrząc calyczas na budynki i nawet nie zauważyłam ze weszlam w kaluze...
No super i buty mokre.
Czy kiedyś tu było słonecznie?
Nagle zderzylam sie z czymś metalowym.
Ała... Moja głowa.
W co ja weszlam... Ach tak... Słup.
Cheyenne łamaga wróciła.
Nagle usłyszałam jak ktoś sie śmieje.
To jest serio zabawne?
Odwrocilam sie i zobaczyłam chłopaka z kapturem na głowie.
-Co cię tak bawi?
Burknelam do niego.
Jesli wszyscy w Londynie są tacy to nawet z nikim nie chce zawierać znajomosci.
Z jego kaptura wychodziły pasma włosów lekko kreconych o brązowym kolorze.
Spojrzał na mnie z uśmiechem namalowanym na twarzy.
Ale nagle z jego twarzy zszedł usmiech... Piękny usmiech.
Nie powiem ze nie, przystojny jest... Ale coś mi tu nie gra...
-Czy my przypadkiem sie nie znamy?
Zielone oczy, kręcone włosy, kolczyki... No nie...
-nie raczej nie... Wybacz ale spiesze sie...
Teraz czego pragnę to jak najszybciej zniknąć stad.
Szybkim krokiem ruszyłam do przodu.
Na szczęście nie idzie za mna.
Gdzie ja w ogóle idę?
Przecież miałam iśc do księgarni.
Ugh... Po kilku minutach chodzenia w tą i spowrotem znalazłam ta księgarnie.
Kiedy do niej weszlam zauważyłam kilka osób przy kasie i oglądający książki.
Od razu poszłam na dział ktory mnie interesuje.
Kiedy wzrokiem szukałam książek coś ni nie dawało spokoju.
Ten chłopak... Mam nadzieje ze juz go nie spotkam.
Troche to dziwne... Co on tu robi?!
Dobra nie wazne... książka od angielskiego jest, od biologii i geografii tez...
Jeszcze wzięłam kilka które są potrzebne i kiedy szlam w stronę kasy Chryenne łamaga znowu sie uaktywnila... Yhy najlepiej bedzie jak nie będę wychodziła z domu.
Nie wiem nawet o co zachaczylam ze wszystkie książki ktore trzymałam w rękach spadły na podłogę.
Oczy wszystkich osób w księgarni powedrowały na mnie... Boże jak ja tego nienawidze jak wszyscy na mnie patrzą.
-Pomogę ci...
Usłyszałam bardzo delikatny, damski głos.
Popatrzylam na blond włosa dziewczynę z kilkoma pasemkami o kolorze różowym na głowie.
Kucnela koło mnie i pomogła mi pozbierać książki.
-dzięki.
Uśmiechnęła sie do mnie.
Na moje oko jest gdzieś w podobnym wieku do mojego.
Jest bardzo śliczna tylko troche przesądziło z makijażem.
Za dużo ma na twarzy... eee wszystkiego.
-Jestem Katie 
Podała mi ręke..
-Ja Cheyenne.
-Takie oryginalne imię... Nie jesteś stąd prawda?
Wiedziałam ze jak ktoś usłyszy moje imię bedzie sie nabijał.
-Pochodzę ze stanów...
Ponownie uśmiechnęła sie do mnie.
-Wow... A co cię tu sprowadza?
Nie lubię jak ktoś mi zadaje pytania.
Nie Lubie mówić o sobie.
-Moja mama dostała awans i tym przenieśli ja do Londynu...
-Aha.. To chyba fajnie.
Nie, nie fajnie.
-I jak podoba ci sie tu?- dodała.
Nie.
-Tak.
Sztucznie sie do niej usmiechnełam i poszłam w stronę kasy.
Moze nie powinnam oceniać ludzi po wyglądzie ale nie chce z nią przebywać...
Polozyłam książki na lade a w tym czasie podeszła do mnie Katie.
Ugh znowu setki pytań?
-To wszystko?-spytała starsza pani za ladą.
-tak...
Zapłaciłam jej i wyszlam z księgarni.
No dobra to teraz muszę kupić jakiś notatnik...
-Poczekaj...
Odwrocilam sie w stronę dziewczyny.
-Tak?
-Może pójdziemy gdzieś, poznamy sie bardziej...
Ona serio chce sie ze mna zadawać? Na pierwszy rzut oka widać ze jesteśmy jak ogien i woda.
Zupełne przeciwieństwa siebie.
Nie nie nie ... Ja sie z nią nie będę potrafiła dogadac..
-Wybacz ale mam kilka rzeczy jeszcze do załatwienia.
No tak, lepiej sie wymagać niż powiedziec jej co myśle o tym...
-No dobra ... 
No moze jestem nie miła ale po prostu nie chce zawierać nowych znajomosci teraz... A do tego z takim typem osoby.
Nie chce być w takim towarzystwie.
Nie chce nawet wiedzieć co oni robią... Dobra chyba dramatyzuje.
Muszę sie uspokoić.
***
Jest strasznie ciemno i zimno.
Czemu tak w ogóle siedzę tu w parku o tak późnej godzinie?
Ach tak ... Czekam na moja matkę.
Do cholery miała tu przyjść od razu po pracy.
Siedzę tu juz z 30 minut i marzne w cholere.
-Co tu taka piękna dziewczyna siedzi sama o tej porze?
Odwrocilam sie w stronę mężczyzny.
Przewrocilam oczami.
Gościu gdzieś po 40 w brudnej kurtce i potarganymi wlosami.
-Nie pana interes...
Zasmial sie pod nosem.
odwrocilam wzrok tylko po to by nie patrzec na niego.
Nagle usiadł koło mnie... Troche za blisko...
Odsunelan sie troche skrepowana.
-nie powinnas być w domu?
-Moze i powinnam ale powtórzę to jeszcze raz, nie pana interes co tu robię i czemu tu siedzę....
Nie chciałam tu dłużej być.
Gdzieś mam to ze miałam tu siedzieć i czekać na matkę.... 
Kiedy odwrocilam sie od niego i chciałam z tego miejsca jak najszybciej odejść ten typ mnie złapał za ramię.
-Gdzie sie wybierasz?
Jego ton głosu zmienił sie na oschly i zimny.
W tej chwili zaczęłam sie bać.
-Puścił mnie!
Mocno scisnal moje ramię a ja pisałem z bólu.
Boże co on chce ode mnie?
Przyciągnął mnie do swojego ochydnego ciała i przyłożył swoje usta do mojego ucha.
-Wypuszcze cię ale musisz coś zrobic...
Nie kontrolowanie uderzylan go w twarz..
Miałam nadzieje ze mnie puści ale to spowodowało ze mocniej scisnąl moje ramię.
Mocno zamknelam oczy mając nadzieje ze jakimś cudem on zniknie.
Z całych sił próbowałam sie od tego typu wyrwać ale to na nic.
Nagle nie czułam jego obecności.
Słyszałam jakieś jeki... 
Otworzyłem oczy i widziałam jak ten zboczeniec leży na ziemi zeijając se z bólu.
Jak to... Kto mu to zrobił?
-Rada na przyszłość... O tej porze nie chodzi sie po parku samemu..
Szybko odwrocilam sie i zobaczyłam chłopaka w kapturze...
-Czy ty chodzisz za mna?
Zasmial sie.
-Wydaje ci sie...
Patrzył na mnie swoimi bardzo intensywnymi zielonymi teczowkami.
Moja mina zmieniła sie kiedy dotarło do mnie ze to on...
Momentownie ruszyłam do przodu.
Czemu ja go spotykam?
Nie znam go w ogóle i nie chce go znać.
Bałam sie ze bedzie szedl za mna więc zaczęłam biec.
Po kilku minutach biegania zorientowałam sie ze jestem pod swoim domem.
Bogu dzięki...

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •



Notka: przepraszam za taką długa przerwe w pisaniu ale naprawde nie miałam czasu i pomysłu :/
Wybaczcie mi to :) 
Teraz postaram sie dodawać chociaż raz w tygodniu po rozdziale :* 

(Sorki za błędy, nie chciało mi sie juz sprawdzać rozdziału XD) :)



1 komentarz:

  1. superrrrrr ;* Coś czuję żewyjdzie z tego kolejny zajebisty blog ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń