niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 8

CHEY POV

Jak ja się dostanę teraz do domu?
Lekko zakłopotana szlam korytarzem wokół pijanych całujących się ludzi.
Teraz było 3 razy więcej ludzi i muzyka grała tak głośno ze ledwo słyszę swoje myśli.
Nawet nie wiem kiedy ktoś przyciągnął mnie w stronę ściany.
Trochę zajęło mi rozpoznanie kto to jest w tym prawie nie oświetlonym korytarzu.
Po oczach zauważyłam ze to Harry.
Co on chce?
-Czemu wyszłaś?
Nie za bardzo go usłyszałam więc podeszłam do niego bliżej.
-Co?
Harry przybliżył swoje usta do mojego ucha.
-Czemu wyszłaś?
Kiedy miałam się odezwać jakiś pijany chłopak popchnął Harry'ego na mnie i ponownie moje plecy znajdowały się na ścianie.
Dziwnie się poczułam kiedy ciało chłopaka opierała się o moje a jego dłonie były na ścianie po obu stronach mojej głowy.
Dwuznaczne to na pewno teraz wygląda.
Harry przeklął pod nosem i chwile mu zajęło kiedy zrobił krok do tylu.
Zdarzyłam usłyszeć jak wyzywał tego chłopaka co to zrobił.
Zauważyłam ze chciał iść w jego stronę ale szybko złapałam go za ramię by powstrzymać go od głupiej rzeczy.
Nie chodzi o to ze martwię się o Harry'ego tylko o to ze nie chce być światkiem bójki...
-Odpuść...
Popatrzył na mnie i jego ramię rozluźniło się.
Puściłam go a on lekko popchnął mnie tak abym ruszyła do przodu.
Nie wiem gdzie mnie on prowadzi ale chyba do wyjścia z klubu.
Przynajmniej tak mi się wydaje.
Chłopak otworzył drzwi i zauważyłam lampy i wielki śmietnik... Było już strasznie ciemno.
Był to tył klubu.
-tu będzie lepiej rozmawiało się niż w klubie..
Jest teraz o wiele ciszej niż w klubie ale słychać jeszcze muzykę.
Usiadłam na krawężniku a Harry dziwnie patrzył na mnie.
-No co?!
-Wstań...
Przewróciłam oczami i zrobiłam to o co poprosił.
Skrzyżowałam ręce pod piersią i czekałam aż coś powie.
Ale zamiast tego wyciągnął pudełko z papierosami i odpalił jednego po czym się zaciągnął.
Zmarszczyłam brwi kiedy poczułam ten smród...
Nie lubię kiedy ktoś przy mnie pali.
Ale tez chciałam spróbować jak to naprawdę smakuje.
-mogę?
Zapytałam trochę nie pewna tego.
On na mnie dziwnie popatrzył (znowu) i wyjął papierosa z ust żeby coś powiedzieć.
-Nie?!
Ponownie zmarszczyłam brwi ale z niezadowolenia.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam.
-Czemu?
-bo nie... 
Popatrzył na mnie po czym dodał.
-Jesteś niepełnoletnia...
Prychnęłam.
-Za 2 miesiące skończę 18...
Zaśmiał się.
-No to za dwa miesiące dam ci fajkę.
Przewróciłam oczami.
-A ty to ile masz lat?
Popatrzył na mnie i zaciągnął się papierosem po czym dmuchnął mi prosto w twarz.
No zaraz mu strzele!
-20 ... 
Ponownie zaciągnął się i rzucił papierosa na ziemie po czyn przydeptał go butem.
Spojrzał na mnie i się gapił.
-Aha...
Schowałam dłonie w tylne kieszenie spodni i zaczęłam kopać kamyczek.
Znowu ta niezręczna cisza.
- jak masz na prawdę na imię Chey? To nie jest pełne imię co?
Patrzył na mnie z zadziornym uśmieszkiem a ja nie wiedziałam czy mu powiedzieć.
Ne lubię swojego pełnego imienia ale oczywiście ze tego mu nie powiem.
-Cheyenne...
Myślałam ze się zaśmieje ale tylko kiwnął głową.
-Yhym... No to jutro przyjdziesz do parku?
Spytał robiąc to samo co ja.
-Nie wiem...
Popatrzył na mnie i podniósł jedną brew.
-Łaski bez...
Nie spodziewałam się ze go to wkurzy.
-Harry...
Zatrzymałam go jak szedł w stronę drzwi.
Odwrócił się w moja stronę na pięcie i patrzył na mnie z góry.
Wysoki jest.
-Co?
Warknął marszcząc przy tym brwi.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
Więc milczałam.
-No właśnie... 
Prychnął i dodał.
-Jesteś naprawdę dziwną dziewczyną... Powinnaś bawić się laleczkami a nie chodzić na imprezy... -zaśmiał się- i to tego masz chłopaka.
Powiedział to z pogardą, a w ostatnim zdaniu usłyszałam wyraźny sarkazm.
Eee...
-pewnie ten cały Connor czeka aż skończysz 18, przeleci cię i tyle będzie waszego związku...
Nagle moje usta rozchyliły się ze zdziwienia.
Jakim prawem on mówi tak do mnie?!
Co on sobie myśli...
I skąd on jest taki pewny ze nie sypiamy ze sobą...
Próbowałam nie okazywać swojej słabości.... Jestem dość skłonna do okazywania tego ze jestem wrażliwa.
Lekko palcem starałam kilka łez zbierających się w oczach.
-No taka prawda... I czego Mazgasz się... Masz 17 lat a wątpię byś miała chłopaka w swoim wieku... Daje mu tyle ile ja mam lub 19 nie więcej i nie mniej...
Skąd on tyle wie o nim.
Nie wiem co mam robić.
Czy się odezwać czy uciekać.
-Jesteś kompletnym ...
Nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa by określić jakim gburem jest Harry.
-No jaki?
Zapytał szczerząc się.
Mam już go dość .
-Nie mógłbyś być jeszcze bardziej zarozumiały? Mam na myśli... szczerze? Jesteś pieprzonym chujem, manipulujesz i masz jeszcze tupet, by być złośliwym? Nic ci nie zrobiłam, z czym ty masz problem?
Mówię ostrzej, niż chciałam, ale sądząc po zaskoczeniu na jego twarzy, moje słowa musiały wywrzeć zamierzony efekt na wytatuowanym chłopaku.
No i dobrze...
Gdy nagle przychodzi mi na myśl że mnie przeprosi... wybucha śmiechem.
Patrzy na mnie i po prostu się śmieje.
Brzmiałoby to przyjemnie, gdyby nie był tak nieugięty w byciu idiotą. 
Jego dołeczki pojawiają się wraz z kontynuowaniem chichotu. 
W tej chwili czuje się jak kretynka, nie wiedząc co powiedzieć czy zrobić. 
Nie lubię sprzeczek a to jest chyba ostatnia osoba z która powinnam zadzierać.
Widzę ze Harry ma to w naturze bycie takim nieznośnym i szczerze wkurzającym.
-Skończyłeś?
Kiedy już przestał się nabijać ponownie wyciągnął paczkę papierosów odpalił jednego.
Usiadłam na krawężniku mając nadzieje ze się odezwie.
Tym razem mu nie przeszkadzało ze siedzę na zimnym betonie.
Patrzyłam na niego jak łapie swoimi pełnymi wargami papierosa , zaciąga się po czym wypuszcza dym.
-Będziesz się tak na mnie gapiła?
-Będziesz takim idiotą to końca życia?
Rzucił prawie całego papierosa na ziemie.
-Jesteś taka popieprzona...
-I kto to powiedział... Pan idealny.
Z mojego głosu było czuć wyraźnie ta ironie.
Wstałam a on ominął mnie.
Nic nie mówiąc wszedł do środka znikając w ciemnym korytarzu.
Przewróciłam oczami i podniosłam papierosa którego nie dopalił.
Chwile się zastanawiałam... powoli zaciągnęłam się i nagle atak kaszlu mnie złapał.
Jest jeszcze gorsze niż myślałam.
Rzuciłam na ziemie i przydeptałam papierosa tak jak to zrobił wcześniej Harry.
Najwyraźniej z jutrzejszego spotkania w parku nici.
i dobrze... Nie mam zamiaru go już więcej widzieć.
Mam nadzieje ze do końca tej imprezy nie spotkamy się.
Z resztą ja mam ochotę iść do domu...
Ta impreza to nie wypał i tyle.
Już nigdy nie dam się zabrać na takie Coś...

KATIE POV

Super po prostu świetne.
Gdzie jest ta Chey...
-Harry!
Zawołałam lokowatego kiedy zauważyłam go w korytarzu prowadzącym do łazienki jakiś pokoi i tylnego wyjścia.
-Czego?
Był zły... Co znowu?!
-Widziałeś Chey?
Popatrzył na mnie dziwnie.
-Kto to kurwa jest?
-Nie udawaj ze nie wiesz!
Wydarłam się na niego a on zdziwiony spoglądał na mnie.
Wiem ze w tedy to Chey była kiedy złapał jakaś dziewczynę i przyciągnął do ściany.
Ślepa nie jestem.
Chodź nie mogę być w 100 procentach pewna ze to ona była bo nie widziałam jej twarzy.
Ale buty rozpoznałam.
Mylę się?
-Katie ogarnij się nie znam kogoś takiego kto ma na imię Chey...
Przewrócił oczami i tak po prostu ominął mnie i poszedł...

• jeśli przeczytałeś/aś - zostaw komentarz •

Notka: no ten rozdział jest troszkę dłuższy niż inne :P
jakaś taka wena mnie dopadła XD
pozdrawiam :*

1 komentarz: